PRZEJŚCIE

PRZEJŚCIE

…aby przeszedł z tego świata do Ojca

 

metabaino  – przejść

z jednego miejsca na drugie

 

 basis – stąpanie, kroczenie,

to, czym się stąpa, stopa

Image by Freepik

Jezus wie, że diabeł nakłonił już Judasza, aby Go wydał. Wie, że Ojciec dał mu wszystko w ręce.

Wyrusza ku Ojcu. Pascha – przejście jest Jego wielką tajemnicą, w którą chce włączyć, zagarnąć tych, których pokochał. Dlatego jest z nimi przy stole: z Piotrem, Janem, Judaszem, pozostałymi… nie zrobi nic, by Judaszowi przeszkodzić, jedynie przestrzeże go, że o tym wie: co masz czynić, czyń prędzej. Judasz, tak jak wszyscy uczniowie, będzie miał umyte nogi, otrzyma kawałek chleba przeznaczony dla niego…

Ręce Jezusa obejmują stopy każdego z uczniów, podają każdemu chleb. Te ręce napełnia moc otrzymana od Ojca – władza nad złem. Jezus przemieni doświadczane zło w miłość. Przejdzie przez śmierć, stanie się przebłaganiem za grzech, zbawicielem, który zrodzi życie na nowo. Tym jest pascha – metabasis – z tego świata do Ojca.

Jest ona jak przejście Izraela przez Morze Czerwone, gdzie wody śmierci rozstąpiły się pod mocną ręką Boga, a lud przechodził ku życiu, ku wolności. W wodach śmierci zatopiony został śmiertelny wróg, życie zostało ocalone. Koniec stał się nowym początkiem w przymierzu z Bogiem.

Jezus przejdzie tę drogę sam. Wcześniej, obmywając stopy uczniów strumieniem wody, włączy ich i uzdolni do tej drogi, aby mogli pójść za Nim, w wolności.

Św. Jan pisze, że świat leży w mocy złego, dosłownie: jest w złym  (1J. 5, 19). Jednak Ci, których Jezus umiłował, zwyciężają świat. Ich zwycięstwem jest właśnie wiara – zostali włączeni, zagarnięci i są w Bogu. Znakiem prawdziwości tego doświadczenia jest uczestniczenie we wspólnocie i strzeżenie Słowa:

Jeśli w was pozostanie to, co usłyszeliście od początku, także wy zostaniecie w Synu i w Ojcu. A to jest obietnica, którą On nam ogłosił: życie wieczne.

SĄD SŁOWA

SĄD SŁOWA

J.12 sąd Słowa_Easy-Resize.com

Odrzucający Mnie i nie przyjmujący słów mych ma sądzącego go: Słowo, które wypowiedziałem, osądzi go w ostatnim dniu.

krino  – oddzielić, wyłonić,

sądzić, spierać się

Image by Freepik

Jezus do swoich własnych przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli

(J. 1, 11).

Nieprzyjęcie Słowa to zamykanie oczu na światło, które jest obecne. Jednak ono potrafi iść z człowiekiem i miłosiernie czekać, aż wydarzy się coś, co będzie punktem krytycznym, gdy życie straci dotychczasowe oparcie i zostanie poddane próbie. Ten moment krytyczny może być nową szansą dla Słowa, aby ujawniła się jego moc, choć odczuwamy ją jako sąd – jak mówi o tym list do Hebrajczyków: Żyjącym jest Słowo Boga i sprawnym, i bardziej tnącym niż każdy miecz obosieczny i przenikającym aż do podziału duszy i ducha, stawów i szpiku, i zdolnym do osądzania (kritikos) myśli i rozumień serca (Hbr 4, 12).  Moc Słowa to moc osądzenia życia, rozświetlenia wnętrza, ukazania prawdy. Właśnie wtedy, gdy doświadczamy własnego kresu, gdy nasz dzień wydaje się być końcem, możemy być wybawieni – Słowo działa w nas zawsze na naszą korzyść. Oddziela nas od naszego własnego zła, stawia w świetle, w którym możemy dokonać wyboru, ponieważ możemy rozpoznać prawdę swojej wewnętrznej sytuacji. Tacy, jacy jesteśmy w naszej głębi, zostaliśmy definitywnie pokochani, przyjęci i zbawieni.

Możemy to zobaczyć w doświadczeniu Piotra. W momencie zaparcia się Jezusa, Piotr przypomniał sobie słowo Jezusa, który mu oznajmił: Zanim kogut zapieje, trzykrotnie się Mnie zaprzesz (Mt 26, 75) oraz Prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara (Łk 22, 32). To Słowo osądziło go, a on poddał się i skruszył, zapłakał. Wszedł w światło, które było bolesne, ale życiodajne, w którym odrodziła się Jego relacja z Jezusem.

Słowo sądzi dlatego, że ma w sobie moc zbawienia. Całe zbawienie Jezus pozostawił nam jako Słowo – Ewangelię, Jego żywą obecność.

I ujrzałem niebo otwarte, a oto koń biały i siedzący na nim zwany Wiernym i Prawdziwym, sądzi oraz walczy w sprawiedliwości. Oczy jego płomień ognia i na głowie liczne diademy. Ma wypisane imię, którego nikt nie zna prócz Niego. Odziany jest w szatę we krwi skąpaną, a nazwano Go imieniem Słowo Boga … na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: Król Królów i Pan Panów.

INNE PIĘKNO

INNE PIĘKNO

J.12 inne piękno2_Easy-Resize.com

Chcemy zobaczyć Jezusa

thelo  – chcieć, pragnąć, zamierzać,

postanawiać, kochać, mieć upodobanie

Image by Freepik

Jezus zna naturę człowieka, głębię jego pytań, poszukiwań, doświadczeń, a także otwartość na tajemnicę Boga.

Grecy szukają mądrości, jak mówi św. Paweł (1Kor 1,22) i to prowadzi ich do Jezusa. Szukają pośredników, aby dotrzeć do Niego, chcą Go zobaczyć. Uczniowie Jezusa poprzez swoją otwartość na innych, na ich wrażliwość, kulturę, filozofię życia, mogą pomóc, umożliwić dotarcie do Mistrza, stać się mostem w tej przeprawie ku Niemu. Duch Święty uzdolni ich do mówienia różnymi językami, aby nie było żadnych barier w głoszeniu Ewangelii.

Jezus jest Mądrością Boga, odwiecznym Logosem. Odsłania prawdę o życiu. Ono jest pełnią, gdy jest obumieraniem, traceniem tego, co było, aby wyłoniło się coś nowego, podążaniem ku wieczności, ku Ojcu. To prawdziwa mądrość. Jezus mówi im niejako: jeżeli wasze życie otworzy się jak gleba dla ziarna i przyjmiecie Moją tajemnicę, wprowadzi was w wieczność. I odsłania im swój dialog z Ojcem, swoje głębokie duchowe poruszenie – Teraz moja dusza doznaje lęku …Ojcze otocz chwałą swoje imię…  – Już otoczyłem chwałą i znowu otoczę (J 12, 27-18).

Chwała to promieniowanie piękna, na które Grecy byli szczególnie wrażliwi. W Jezusie zajaśniało dla nich inne piękno, niż dotychczas znali.

Mówi o tym św. Paweł:

Kiedy Żydzi domagają się znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego: dla Żydów zgorszenie, dla pogan głupotę, a tylko dla powołanych – dla Żydów i Greków – Chrystusa jako moc Boga i mądrość Boga… On dla nas stał się mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem.

ZNAK OSIOŁKA

ZNAK OSIOŁKA

J.12 znak osiołka_Easy-Resize.com

Znalazłszy osiołka, Jezus usiadł na niego, jak jest napisane

onarion  – młody osiołek, źrebię

Image by Freepik

Jezus wyrusza  ku Jerozolimie. Wszyscy, którzy słyszeli o wskrzeszeniu Łazarza entuzjastycznie wychodzą Mu na spotkanie i witają Go jako przychodzącego Mesjasza. Jezus przyjmuje to – znajduje osiołka i usiadłszy na nim spełnia proroctwo Zachariasza:

Nie bój się, Córko Syjonu, oto Król twój się zbliża, siedząc na oślęciu

Wiwatujący tłum nie rozumie do końca tego znaku, ale Jezus wie, że rozpoczyna paschę, aby przejść przez śmierć do życia. Wie, że stanie się przewidzianym barankiem, proroczo ofiarowanym przez Abrahama na górze Moria zamiast ukochanego syna Izaaka. Teraz właśnie wypełnia się tamta zapowiedź. Jezus podąża ku tej samej górze, podobnie jak wcześniej Abraham z Izaakiem. Do pewnego momentu towarzyszył im osiołek. Tak i Jezus teraz go dosiada. Jest to mały znak, nie narzucający się znak, który trzeba chcieć zauważyć. W drodze paschalnej Jezusa tych znaków będzie wiele, wypełnią się proroctwa – wszystko, co zostało o Nim napisane. Ale rozświetli je dopiero zmartwychwstanie i uczniowie wszystko sobie przypomną – wejście do Jerozolimy, świadectwo tłumu, który odczytał znak wskrzeszenia Łazarza i witał Jezusa jako Mesjasza. Wszystko, w czym uczestniczyli, okaże się spójną całością i wędrówką ku spełnieniu.

Dzięki wierze Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka; i to jedynaka składał na ofiarę ten, który otrzymał owe obietnice. Jemu było powiedziane: „Z Izaaka powołane ci zostanie potomstwo”. Uważał bowiem, że Bóg może nawet z martwych wskrzesić. Dlatego odzyskał go jako podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

OFIAROWAĆ CZY SPRZEDAĆ

OFIAROWAĆ CZY SPRZEDAĆ

Dom napełnił się od woni pachnidła

osme  – przyjemny zapach, woń, wonność

Image by Freepik

Opowieść o tym, jak Słowo, które stało się ciałem, zamieszkało pośród nas (J 1,18), dobiega końca. Jezus jest w domu, jest z przyjaciółmi. Oglądamy Jego chwałę  w tym, co czyni pośród naszych spraw – przywraca życie i radość po próbach, przez jakie przechodzimy. Jego obecność jest pocieszeniem po strapieniach, jest ucztą, jest zapachem wonności.

Dlatego Maria chce to wyrazić – jak bezcenny jest dar obecności Jezusa. Bierze flakonik nardowego olejku, wylewa na stopy Jezusa, wyciera swoimi włosami, a zapach ogarnia wszystkich, którzy w tym uczestniczą. Taka jest miłość przyjaźni. Taka jest jej logika dawania i  przyjmowania, zataczania coraz szerszych kręgów przynależności i  współuczestnictwa.

Pierwszym, który miłuje i obdarza przyjaźnią jest Jezus. Ale Jego przyjaciele przejmują to usposobienie i styl, sami chcą również obdarowywać, tracić, celebrować przyjaźń. Chcą poszerzać krąg ucztujących, aby nikogo nie zabrakło przy stole Boga (Iz. 25,6).

Judasz jakby wyłącza się z tego doświadczenia. Jego słowa są tak chłodną kalkulacją, że Jezus zatrzymuje je, aby nie zmroziły atmosfery uczty: zostaw ją (J 12,7). Judasz ma swoją strategię: sprzedać, zarządzać, zabierać, dlatego zdecydowanie protestuje, rozlicza Marię. Nie potrafi przyjąć i uczestniczyć, choć fizycznie jest obecny. Podobnie będzie przy stole podczas ostatniej wieczerzy – gdy Jezus poda mu umoczony kęs, tak naprawdę nie przyjmie bliskości i przyjaźni, która mogłaby nadać kierunek jego życiu. Zjadł i zaraz wyszedł, aby Go wydać za trzydzieści srebrników. A gdy nie uzyska tego, czego oczekiwał, sens jego logiki załamie się, a życie skończy.

Życie jest wybieraniem. Możemy ofiarować, możemy sprzedać. Możemy przyjąć logikę Jezusa, który uczynił nas swoimi przyjaciółmi i wtedy ucztujemy razem z Nim, karmimy się Nim – Chlebem żywym, ponieważ On sam stał się ucztą, przenikniętą zapachem życia, które zwyciężyło śmierć. Ten zapach rozlewa się w nas, jak mówi o tym św. Paweł:

Bądźcie naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu

Bogu niech będą dzięki za to, że pozwala nam zawsze zwyciężać w Chrystusie i roznosić po wszystkich miejscach woń Jego poznania. Jesteśmy bowiem miłą Bogu wonnością Chrystusa, zarówno dla tych, którzy dostępują zbawienia, jak i dla tych, którzy idą na zatracenie; dla jednych jest to zapach zgubny – na śmierć, dla drugich zapach ożywiający – na życie. A któż temu sprosta? Nie jesteśmy bowiem jak wielu, którzy kupczą słowem Bożym, lecz ze szczerości jak od Boga mówimy w Chrystusie przed Bogiem...

SENS BOŻY, SENS LUDZKI

SENS BOŻY, SENS LUDZKI

Jezus umarł, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno

eis hen  – do, ku, w kierunku, dla –

 jednego

Image by Freepik

Łazarz umarł, aby objawiła się chwała Boża – taki sens śmierci nadał Jezus, tak powiedział uczniom. Ale stało się to dla nich oczywiste dopiero gdy go wskrzesił, gdy pozwolił mu doświadczyć swojej mocy nad śmiercią, doświadczyć życia, które płynie z ręki Przyjaciela – Boga. Nie omija bólu, cierpienia, trudu, ale przez nie przechodzi zwycięsko. Chwała Boża to źródło sensu dla ludzkiego życia i może rozbłysnąć, kiedy On chce, w sposób nieprzewidywalny, w najgłębszej słabości, niemocy. Chwała Boża objawia się w życiu konkretnego człowieka po to, aby przez niego ujawnić się innym, którzy mogą zobaczyć, że oto jest coś, co zachwyca, zdumiewa i pociąga blaskiem, przerastając człowieka.

Jezus nadał sens również swojej ludzkiej śmierci, którą przyjął dla nas. Chciał, aby ona stała się rozbłyskiem chwały Ojca i dlatego poddał się temu wszystkiemu, co najbardziej pozbawione sensu, aby w ten sposób odzyskać i napełnić sensem każde istnienie. Chciał, aby chwała Boża ogarnęła wszystko, aby wszystko zostało skierowane ku Jednemu. Jako Zmartwychwstały zacznie ukazywać się uczniom, zgromadzi ich przy sobie i w ten sposób na nowo stworzy wspólnotę. O to właśnie modlił się i prosił Ojca (J. 17).

Jeżeli nasze życie po ludzku ma sens, ze wszystkimi jego dramatami, tragediami, z całą wspaniałością i pięknem, to dlatego właśnie, że wyrasta z Bożego sensu, ofiarowanego nam. Ten sens może rozbłysnąć zawsze, gdy poddamy się przyciąganiu w kierunku Jednego, Zmartwychwstałego Jezusa.

Św. Paweł zachęca nas:

abyście jednomyślnie i przez jedne usta oddawali chwałę Bogu i Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie jedni drugich, tak jak i Chrystus przygarnął was, ku chwale Boga.

OBUDZIĆ PRZYJACIELA

OBUDZIĆ PRZYJACIELA

Łazarz przyjaciel nasz zasnął, ale podążam aby wyrwać go ze snu

eksypnidzo  – obudzić ze snu

Image by Freepik

Jezus często był obecny w domu swoich przyjaciół z Betanii. Dlaczego zabrakło Go w takim momencie, gdy jeden z nich był chory? Łazarz odszedł i jego siostry wyznają: gdybyś tu był, nie umarłby. A w tle pobrzmiewa: Czy to było Ci potrzebne, aby umarł?

Właśnie tak. Życie przyjaciół jest ze sobą ściśle złączone, potrzebują siebie nawzajem, ale nie na sposób nieuchronny, nieodparty, lecz w wolności.

Jezus taką właśnie wolność okazuje gdy nie wyrusza od razu na wezwanie sióstr, ale zatrzymuje się w miejscu. Pozwala, aby czas płynął, a Łazarz umarł. Taki przestój z perspektywy ludzkiej jest niezrozumiały, ale Bóg patrzy z wieczności, kocha z wieczności i działa z wieczności. Mógłby od razu odpowiedzieć na wołanie człowieka: przyjdź! Przyjdź do mojego życia, moich bied i boleści… Ale jeżeli tego nie robi, to może dlatego, że dla Niego to niewystarczające?

On chce go zabrać w siebie, we własne wnętrze, zanurzyć w życiu, własnym oddechu, aby się nasycił czymś, co go przerasta. Aby poznał Przyjaciela, to znaczy go doświadczył, przeszedł drogę znaną tylko jemu, poddał się mocy i sile, w której niknie nawet śmierć. Bóg chce obudzić swojego przyjaciela do życia prawdziwego, do relacji wcześniej mu nieznanej.

Jezus przed grobem Łazarza płacze, wzrusza się do głębi, bierze w swoje ludzkie serce ten wstrząs, jaki śmierć wnosi w życie i zwraca się do Ojca. Tutaj, w przestrzeni Jego modlitwy, Jego rozmowy z Ojcem, śmierć umiera. Kończy się każdy bezwład, bezkształtność, zawinięte i zabezpieczone po ludzku, by nie straszyć wyglądem, zapachem… A człowiek wyrusza ku Bogu na nowo i odsłania oblicze w Jego Obliczu, oddycha głęboko, jakby budził się ze snu…

Jezus jako Przyjaciel chce dać nam właśnie to: przebywanie w Nim i w Ojcu, gdy ze sobą rozmawiają, gdy życie, którego udzielają sobie nawzajem, płynie obficie. Możemy już na ziemi być obudzeni do życia prawdziwego. Czasem, paradoksalnie, rozpoczyna się to „jakąś śmiercią”, jakąś klęską, doświadczeniem, którego byśmy nie chcieli, którego nie rozumiemy. Nasze pytania „dlaczego?” zasłaniają nam horyzont…

A może właśnie jest to potrzebne, aby nas obudzić? Może to ten czas?

Znając tę porę, czas już byście ze snu dali się zbudzić, teraz bowiem bliżej nasze zbawienie, niż gdy uwierzyliśmy…

Jeśli bowiem żyjemy, dla Pana żyjemy, jeśli umieramy, dla Pana umieramy…Jeśli więc żyjemy, jeśli także umieramy, Pana jesteśmy

„MAŁY CHŁOPIEC BĘDZIE JE POGANIAŁ”, CZYLI O CHWALE BOGA I CZŁOWIEKA

20260104_120027_Easy-Resize.com

„MAŁY CHŁOPIEC BĘDZIE JE POGANIAŁ”, CZYLI O CHWALE BOGA I CZŁOWIEKA

Każdego z nas, prędzej czy później, spotka w życiu taka sytuacja, od której rozstrzygnięcia zależeć będzie całe nasze życie. Myślę o sytuacji granicznej, w której stajemy nad przepaścią i trzeba nam przejść przez nią bardzo wąską ścieżką, jakby granią albo po niepewnym moście, w dodatku w ciemności…

Ogarnia nas lęk, zdaje się dominować wszystko, obezwładnia i osłabia. W przerażeniu czujemy się za mali, a to co przed nami, przerasta nasze siły i możliwości.

Paradoksalnie jest to jakaś prawda o nas ludziach w naszej aktualnej kondycji po grzechu. Uwikłani w konsekwencje grzechu, za mali jesteśmy, aby się z nich wyplątać i ocalić…

W naszym chórze zakonnym, na samym środku pod kratą, leży w tych dniach figurka  maleńkiego Jezusa. To ta powyżej. Uśmiecha się do nas i wyciąga ręce.

Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju.

Te Izajaszowe określenia wielkości odnoszą się do Dziecięcia! Św. Jan w Prologu do swojej Ewangelii mówi: I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.

Patrzę na maleńkiego Jezusa i rozmyślam o Jego chwale, tej którą potrafili rozpoznać pasterze czy Symeon, który w maleńkim sławił swego Władcę, czy Mędrcy kłaniający się przed niemowlęciem położonym w ubóstwie.

A święty Jan pisze o nas:

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. (...) Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się podobnie jak On jest święty.

Jesteśmy dziećmi. Mamy prawo być dziećmi. Św. Jan wielokrotnie, jakby konsekwentnie i z upodobaniem, zwraca się do swojego Kościoła jako do dzieci. W tym samym liście

1J2,18 używa nawet sformułowania greckiego παιδια [paidía], które oznacza małe dzieci. Na myśl przychodzi mi psalm 131.

Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki!

Jezus nie usunął zagrożenia z naszego życia, nie usunął sytuacji życiowych przerastających nas. Wszędzie tam jednak, gdy czujemy się bezradni jak niemowlęta i jak one wydani na to, co się może wydarzyć, gdzie tak mało zależy od naszych możliwości, w tym wszystkim, razem z Nim i w Nim, możemy znaleźć pokój; pomimo lęku. Nie musimy walczyć z lękiem. Mamy prawo być tym, kim jesteśmy – dziećmi. Jezus rodząc się pośród nas w stylu, który wybrał, zdaje się razem z nami odmawiać psalm 131. I mało tego! To właśnie jest Jego chwałą! To jest również naszym zbawieniem i naszą chwałą, którą mamy w Jego bliskim i kochającym nas sercu, spojrzeniu, oddaniu…

Papież Leon w spotkaniu z duchowieństwem i osobami konsekrowanymi w Katedrze Ducha Świętego w Turcji powiedział:

A kiedy patrzymy oczami Boga, odkrywamy, że to On wybrał drogę małości, aby zstąpić pośród nas. Oto styl Pana, o którym wszyscy mamy świadczyć: prorocy ogłaszają obietnicę Boga, mówiąc o małej gałązce, która wyrośnie (por. Iz 11, 1), Jezus zaś chwali małych, którzy Mu ufają (por. Mk 10, 13-16), stwierdzając, że Królestwo Boże nie narzuca się, przyciągając uwagę (por. Łk 17, 20-21), ale rozwija się jak najmniejsze z nasion zasianych w ziemi (por. Mk 4, 31).

Ta logika małości jest prawdziwą siłą Kościoła. Nie opiera się ona bowiem na jego zasobach i strukturach, a owoce jego misji nie wynikają z liczebności, potęgi ekonomicznej czy znaczenia społecznego. Kościół natomiast żyje światłem Baranka i – zgromadzony wokół Niego – jest kierowany na drogi świata mocą Ducha Świętego. W tej misji jest on nieustannie wzywany do zaufania obietnicy Pana: „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12, 32). Przypomnijmy w tym kontekście słowa Papieża Franciszka: „We wspólnocie chrześcijańskiej, gdzie wierni, kapłani, biskupi nie obierają tej drogi małości, brakuje przyszłości […]. Królestwo Boże wyrasta z tego co małe, zawsze z małego” (Homilia w Domu Świętej Marty, 3 grudnia 2019).

WOŁANIE PASTERZA

WOŁANIE PASTERZA

Własne owce woła po imieniu

foneo  – brzmieć, wydawać dźwięk, wołać,

nazywać, wzywać, zapraszać

Image by Freepik

Głos odsłania wnętrze, pozwala brzmieć duszy, w nim słyszymy uczucia, nastawienie i możemy odczytać poziom relacji z osobą, która do nas mówi. Imię, które ktoś wypowiada, przywołuje osobę i określa więź między nimi. Gdy słyszymy własne imię, odruchowo szukamy tego, kto mówi.

Metafora pasterza i owiec opowiada o relacji z Bogiem, jaką daje wiara.

Jezus każdą ze swoich owiec nazywa i to imię określa jej wyjątkowość, niepowtarzalność. Wołana po imieniu, rozpoznaje Pasterza i również odnosi się do niego osobiście, tak, że ich relacja jest niepowtarzalna. Taka wzajemność, utrwalana i pogłębiana, daje poczucie bezpieczeństwa, jest przymierzem, jest domem – owczarnią.

Jezus jest odniesieniem dla każdej owcy i dlatego przy Nim gromadzą się i są razem. Jezus chce aby były razem, karmiły się razem, wędrowały razem. Kluczowa jest obecność Pasterza – On przez swój głos przywiązuje do siebie, pozwala się rozpoznać, prowadzi ku życiu w całej jego obfitości –daje je owcom aż do zbytku (perisson, J10, 10).

Owczarnia Jezusa to przestrzeń ogromnej wolności, swobody. Jezus nigdy nie zamyka nas w jakichś zasadach, normach, ale swoim głosem oddziałuje na wnętrze i to daje poczucie wolności. Brama, drzwi, są w owczarni bardzo ważne, aby wchodzić do wnętrza, a potem wychodzić, dać się prowadzić, karmić przez wszystko. Jezus jest blisko nas wewnątrz, w intymności owczarni, a także na zewnątrz, gdy towarzyszy nam w życiowych próbach, doświadczeniach, w jakie jesteśmy wrzuceni, abyśmy poprzez nie mogli wzrastać. Zawoła nas, gdybyśmy tę relację zagubili – po tym właśnie rozpoznamy Go. Tak zawołał przy pustym grobie Marię Magdalenę – rozpoznała Go, gdy wypowiedział jej imię.

Można powiedzieć, że właśnie tak wypełnia się obietnica o nowym przymierzu i o prawie wypisanym w sercu – ono będzie wyryte przez głos, przyjęte jako Słowo wypowiedziane do osoby, które brzmi w niej wciąż.

Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie…

BOŻE NARODZENIE

BOŻE NARODZENIE

Drodzy nasi Przyjaciele!

Kiedy piszemy te słowa, ponownie witając się z Wami, za oknem rozciąga się niesamowity widok. Biały szron, który otulił wszystko odsłonił nagle piękno w pustym, jesiennym krajobrazie. Każda, najcieńsza nawet gałązka, każdy drucik czy patyczek zyskał nową, białą szatę. Trudno nie widzieć w tym obrazu łaski, która ubogaca nasze biedne, ogołocone dusze czyniąc je kunsztownym arcydziełem…. A to jeszcze nie śnieg. To dopiero jego zapowiedź! Na pograniczu Adwentu, kiedy wychylamy się myślą nie tylko w stronę nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, lecz – zwłaszcza w jego początku – i powtórnego przyjścia Pana, dobrze uświadomić sobie, że „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”! Ten wspaniały widok, który za oknem, ma jednak swoją „ciemną stronę” – jest nią zimno… Być może taki właśnie, trudno-piękny moment zaistniał w Betlejem, gdy rodził się Chrystus. Czasem odnotowujemy ze zdziwieniem ile paradoksów jest w naszej wierze. Ale tak naprawdę jest ich pełno wszędzie. I kiedy czekamy na kolejne przyjście Chrystusa, który przecież ciągle jest z nami, wspominając jednocześnie Jego narodziny sprzed ponad dwóch tysięcy lat rozumiemy może lepiej, że ciągle wydarza się ta sama historia. Że Bóg rodzi się, przychodzi, jednocześnie w pięknie i w trudzie zapraszając nasze wąskie serca, aby się poszerzyły, otworzyły i nabrały ufności. Bo Bóg to Emanuel. Widzi nas, zna i wie, kiedy nadejdzie pełnia czasów, aby przyjść po raz ostatni!

Piękno-trudne paradoksy nie tylko w obszarze pogody, towarzyszyły nam cały rok. Jak pamiętacie, staramy się o uzyskanie zatwierdzenia naszej autonomii. W styczniu siostry ze wspólnoty macierzystej wysłały nasze dokumenty do Dykasterii. Przeszły już one wszystkie wymagane progi i… utknęły. Nadal czekamy na ostatni podpis. I tak to, co było naszą radością – zakończony proces tworzenia nowej placówki – zostało rozciągnięte w czasie, wystawiając naszą ufność na próbę. Natomiast skład wspólnoty powiększył się o dwie siostry. Proces rozeznawania w obu przypadkach zakończył się prośbą o dołączenie ich do wspólnoty. Prosimy Was o modlitwę, aby także tak długo oczekiwany proces uzyskiwania autonomii mógł w końcu się dopełnić!

Z tematów materialnych w grudniu ubiegłego roku rozpoczęłyśmy remont środka domu. Być może wiecie, że nasz klasztor powstaje etapami. Pierwszy obejmował budynki z celami, jednak pierwotnie miał być domem dla gości. Niestety z powodu komplikacji finansowych trzeba było zmodyfikować projekt i zastosować metodę dobudowywania kolejnych części do już istniejących. I tak po pierwszym etapie powstała kaplica z zakonnymi chórem i przedchórzem. Całkiem niedawno natomiast część z refektarzem, kuchnią i pomieszczeniami gospodarczymi. Wszystkie trzy etapy „spotkały” się w środku, który w związku z tym nie wyglądał zbyt ciekawie. A biorąc pod uwagę, że wcześniej znajdowały się tam kotłownia z piecem na drewno i składem opału oraz garaż – trzeba było pomyśleć o jakimś wykończeniu tego kawałka domu. Postanowiłyśmy rozpocząć remont, ale chciałyśmy przeprowadzać go podobnie, jak budowę całości. Praca miała iść stopniowo i w miarę możliwości. I właśnie dobiega końca. Powstała część komunikacyjna z porządnym przejściem do chóru zakonnego i refektarza. Urządziłyśmy również celę z łazienką dla chorej lub starszej siostry (część infirmeryjna – czyli przeznaczona dla chorych lub starszych sióstr właśnie – zaplanowana jest w czwartym etapie, który jednak poczeka na swoją budowę aż zapełni się siostrami to, co jest zbudowane do teraz). Natomiast w byłej kotłowni umieściłyśmy magazyn. Pozostał jeszcze montaż drzwi i dokończenie wyposażania łazienki. Czasem coś w życiu wydaje się nam ogromnym wyzwaniem, tak dużym, że nie wiadomo, jak się za niego zabrać. Dla nas czymś takim był właśnie ten remont. Wydawał się czymś nieosiągalnym. Obrałyśmy więc metodę małych kroków i – choć kosztowała rok prac – okazała się niezwykle skuteczna. Oczywiście byłaby ona niemożliwa do przeprowadzenia, gdyby nie nasi pracownicy – dwóch wspaniałych fachowców, panów Krzysztofów, którzy dzielnie rozwiązywali różne pojawiające się problemy i pokonywali przeszkody.

Dzięki zaoszczędzonym w remoncie środkom, które z kolei zawdzięczamy Wam, mogłyśmy uzupełnić prace na zewnątrz domu. Dokończyłyśmy opaskę, poprawiłyśmy drogę do placu przeciwpożarowego, zbudowałyśmy wiatę na samochód, w której udało się również schować kontener stojący do tej pory przy domu – niezwykle pożyteczny, ale i niezwykle szpecący krajobraz – i zbudowałyśmy drogę dojazdową do tej wiaty. To druga wielka sprawa, o której myślałyśmy, że będzie możliwa do przeprowadzenia jedynie w jakiejś dalekiej przyszłości. Tymczasem sprawna praca panów z ekipy p. Aleksandra oraz panów Łukasza i Daniela, którzy specjalizują się w wykonywaniu wiat, uczyniła niemożliwe dokonanym!

Kolejną kwestią jest zagospodarowanie terenu i uczynienie go pięknym ogrodem. Przy dziewięciu hektarach to prawdziwe wyzwanie i tu metoda małych kroków jest jedyną możliwością. O skarpie i grządkach przy kaplicy pisałyśmy w zeszłym roku. Cały sezon przy pracach związanych z utrzymaniem zasadzonych do tej pory roślin oraz dbaniem o trawniki zaangażowana była p. Małgosia. Dzięki jej pomocy nasze rośliny stają się coraz piękniejsze, a wykończone fragmenty ogrodu przy domu i kaplicy rozwijają się i rozkwitają. W tym roku udało się też uporządkować wewnętrzny dziedziniec, na którym niegdyś stał metalowy garaż. Teraz miejsce to ma szansę zamienić się w prawdziwy klasztorny ogród. Projekt roślinny właśnie powstaje dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej z nami p. Miłki. A my na razie radujemy się  – jak mówi jedna z sióstr – „ogrodami watykańskimi in spe”. Obok nowych nasadzeń czeka nas jeszcze budowa szklarni. Teren jest już wyznaczony, kolejnym krokiem będą prace hydrauliczne i zakup oraz instalacja szklarni. Mamy nadzieję, że uda się to wykonać na wiosnę, tak aby już w następnym sezonie można było z niej skorzystać.

Kolejną kwestią jest zagospodarowanie terenu i uczynienie go pięknym ogrode

A skoro o różnych nadziejach mowa, czeka nas również rozeznanie dwóch ważnych i dużych inwestycji. Według wskazań naszej św. Matki Teresy od Jezusa, w ogrodzie klasztornym powinno znajdować się miejsce, które będzie służyło siostrom na czas większej samotności, jakim są rekolekcje i dni skupienia. Terenu nam nie brakuje, potrzeba pustelni we wspólnocie jest spora. Drugą, poważniejszą sprawą jest porządny dom dla gości. Jak pisałyśmy wyżej to od niego rozpoczęła się budowa suchohuckiego kompleksu klasztornego. Niestety plany musiały zostać zmienione. Do tej pory przyjmowałyśmy gości w kontenerach, w których siostry mieszkały na samym początku tworzenia fundacji. Jednak i one się zużywają, poza tym – choć wszystko, co potrzebne można w nich znaleźć – to jednak nie wszyscy są w stanie zaryzykować i przyjechać do nas w odwiedziny, wiedząc, że nocleg będzie w kontenerach. Także decyzja o odprawieniu w nich swoich rekolekcji nie jest prosta dla niektórych. Dodatkowo problemem jest fakt, że nie ma wydzielonej części dla rekolektantów. A to oznacza, że nie możemy przyjmować jednocześnie naszych rodzin oraz osób pragnących wyciszenia i modlitwy. Oczywiście w tym momencie nie posiadamy potrzebnych funduszy choćby na rozpoczęcie któregoś z tych planów. Ale jest to wspaniały czas na rozpoczęcie pracy koncepcyjnej i modlitewnej, aby – jeśli pojawią się fundusze – można było po prostu zabrać się do pracy. Więc modlimy się, czekamy, myślimy… I was o tę modlitwę prosimy, aby udało się dobrze rozeznać kolejność i sposób realizacji tych planów.

m. Przy dziewięciu hektarach to prawdziwe wyzwanie i tu metoda małych kroków jest jedyną możliwością. O skarpie i grządkach przy kaplicy pisałyśmy w zeszłym roku. Cały sezon przy pracach związanych z utrzymaniem zasadzonych do tej pory roślin oraz dbaniem o trawniki zaangażowana była p. Małgosia. Dzięki jej pomocy nasze rośliny stają się coraz piękniejsze, a wykończone fragmenty ogrodu przy domu i kaplicy rozwijają się i rozkwitają. W tym roku udało się też uporządkować wewnętrzny dziedziniec, na którym niegdyś stał metalowy garaż. Teraz miejsce to ma szansę zamienić się w prawdziwy klasztorny ogród. Projekt roślinny właśnie powstaje dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej z nami p. Miłki. A my na razie radujemy się  – jak mówi jedna z sióstr – „ogrodami watykańskimi in spe”. Obok nowych nasadzeń czeka nas jeszcze budowa szklarni. Teren jest już wyznaczony, kolejnym krokiem będą prace hydrauliczne i zakup oraz instalacja szklarni. Mamy nadzieję, że uda się to wykonać na wiosnę, tak aby już w następnym sezonie można było z niej skorzystać.

We wspólnocie trwa natomiast szkolenie różnych umiejętności sióstr. Obok ikonopisarek, które rozwijają swoje zdolności i talenty w różnych szkołach i kursach, nie zaniedbujemy i wcześniej podejmowanych działalności: wylewamy świece, pleciemy różańce, pieczemy ciasteczka, robimy herbatki ziołowe… W tym roku postanowiłyśmy się też otworzyć na eksperyment z powiększeniem naszej zagrody „zwierzęcej” – przybyło nam do opieki około… 16 tys. Bożych, pożytecznych stworzeń… Chodzi mianowicie o pszczoły. Dwie z sióstr przyuczają się do zajmowania się ulami. Na razie to eksperyment, bo musimy dobrze rozeznać, czy prowadzenie pasieki jest na naszą miarę, czy nie będzie utrudniać nam głównego zajęcia, do którego jesteśmy powołane, czyli modlitwy. Dotychczasowe doświadczenie pokazało bowiem, że żywe stworzenia, choćby były to malutkie owady, mają swoje wymagania, których zaspokajanie nie zawsze da się pogodzić  z obowiązkiem nadrzędnym, z celem, dla którego Pan nas tu zgromadził. Czy pszczółki pozostaną – o tym zadecydujemy w okolicach wiosny, a zatem pewnie dopiero za rok będziemy mogły napisać coś więcej na ten temat.

Mały Jezus leżący w żłóbku przychodzi z całą masą paradoksów. Ale końcem Jego misji jest zwycięstwo. I nie można o tym zapominać, choćby żadne plany już się nie pojawiały, choćby te, które miały się zrealizować nie udały się z niewiadomych powodów, albo utknęły gdzieś przytrzymane niewidocznymi przeciwnościami… Końcem naszym jest spotkanie z Tym, który przychodzi, z Tym, który jest! Amen. Przyjdź Panie Jezu!

 

WASZE SIOSTRY:)