CHWAŁA

CHWAŁA

Teraz wsław mnie ty Ojcze

doksadzo –obdarzać blaskiem,

sprawiać, że godność i wartość

jakiejś osoby czy rzeczy

staną się widoczne i uznane

Image by Freepik

Ojciec. Oblicze, w które Jezus był wpatrzony, zwrócony całym sobą, swoim życiem, głoszeniem, działaniem. Teraz, gdy zostawia już wszystko za sobą, zamyka drzwi, pozostaje właśnie On, Ojciec. Wznosi oczy ku niebu, aby wobec Ojca rozpocząć Paschę – drogę przez mękę, śmierć, do zmartwychwstania. To Ojciec Go przeprowadzi i będzie podtrzymywał. Spojrzenie Ojca pozwoli Jezusowi wytrwać do końca i być zanurzonym w miłości w każdej chwili cierpienia i umierania.

Mówi do Ojca: Ty. Mówi Ojcu: Tak. Poprowadź mnie. Tak jak chcesz. Ale rozbłyśnij we mnie, wsław mnie. Ty, Ojcze.

Ojciec, relacja z Nim, to fundament i źródło ludzkiej wartości i godności Jezusa, która pozostanie nienaruszona nawet wtedy, gdy zaleją go fale zniewag i pogardy. Wpatrzony w Ojca, Jemu odda wszystko, po ostatni oddech, i w ten sposób w Jego Obliczu umieści każde ludzkie cierpienie i umieranie, najdramatyczniejsze doświadczenia człowieczego losu. Nikt, kto cierpi, nie jest już sam, jest z Nim Ojciec, a potęga i siła jego miłości jest mocniejsza niż śmierć. To światło chwały, ujawnienie wewnętrznego piękna i blasku Boga, jakim Jezus rozbłysnął w zmartwychwstaniu.

Jeśli bowiem zrośnięci z Nim staliśmy się upodobnieniem śmierci Jego, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez zmartwychwstanie.

UKŁUCIE

UKŁUCIE

2 ukłucie_Easy-Resize.com

Przychodzi godzina i nadeszła, że się rozproszycie każdy do swego

skorpidzo – rozpraszać, rozsypać

eis ta idia – do swego własnego, siebie samego

Image by Freepik

Nieobecność Jezusa będzie odczuwana jako ciemność, która ogarnie wspólnotę uczniów. Nie widać wzajemnych powiązań, przynależności, a cokolwiek się wydarza, jest jak ukłucie czy ukąszenie skorpiona – śmiercionośne. Powoduje w nich przerażenie, ucieczkę lub wzajemne oskarżenia i walkę, po której dystans wzrasta i więzi rozpadają się. Jak mówi prorok: groza, sidło i dół (Iz 24,17).

Jezus to zapowiedział – bez obecności pasterza stado pozostaje bezbronne: wilk porywa je i rozprasza (J 10, 12). Tym wilkiem stajemy się dla siebie nawzajem, gdy brakuje Jego obecności. Tylko Jezus może nas gromadzić w jedno, ponieważ kocha każdego, miłość łączy go z każdym. Tak zbiera w sobie rozproszonych i zwaśnionych, burzy wszelki mur wrogości, jaki konstruujemy, aby się nawzajem ukrywać, chronić i strzec tego co własne.

Wspólnota istnieje tylko w Nim. Kiedy opiera się na Nim, na Jego łasce, to niezależnie od napięć, trudności, sił odśrodkowych, nic jej nie rozerwie, nic nie ukłuje śmiertelnie. Wszystkie zmagania będą tkały jedność, bliskość, choć może tkanina będzie pełna supłów i niewyraźnych wzorów. To, co będzie chciało rozerwać jedność, umocni ją, gdy zostanie przetkane miłością i przebaczeniem. Na tej ziemi widzimy jakby w zwierciadle, niejasno (Kor 13, 12) spodnią, roboczą stronę gobelinu, a jego piękno i sens odsłonią się po drugiej stronie życia, w wieczności.

Nie brakuje wam żadnego daru łaski... On umocni was do końca ...Wierny jest Bóg, który powołał was do wspólnoty Syna Jego Jezusa Chrystusa, Pana naszego

Teraz w Chrystusie Jezusie wy którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość...przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca

WZRASTANIE

WZRASTANIE

1 wzrastanie_Easy-Resize.com

Pożyteczne jest dla was abym odszedł

symfero – dźwigać bądź przynieść razem,

pomagać, być pożytecznym, być przydatnym

Image by Freepik

Jezus chce przygotować uczniów na rozstanie. Dotąd ich doświadczeniem była obecność Jezusa, od chwili powołania pozostawali u Niego (J 1, 39). Teraz odchodzi do Ojca i zapewnia ich, że to jest dla nich pożyteczne, że właśnie tak relacja ma wzrastać, zmieniać się. Oswaja ich z tym, przywołując obraz kobiety rodzącej dziecko, którą przemienia boleść i oczekiwanie owocu, aż je zobaczy i nim się ucieszy. Życie dziecka w jej łonie było dotąd ukryte, odczuwała jego obecność, ale teraz relacja z nim jest bezpośrednia, pełna, widzi je i słyszy, obejmuje.

Jezus chce w pewnym sensie urodzić ich do zupełnie nowego życia, do bezpośredniego doświadczania miłości Ojca. To wymaga bólu rozstania, napełni ich smutkiem, ale jest pożyteczne, zostaną obdarowani nową obecnością, głębszą i pełniejszą relacją. Odejściem Jezusa będzie Jego pascha, przejście przez mękę i śmierć, aby miłość Ojca ogarnęła całą głębię cierpiącego człowieczeństwa – aż po oddalenie jakie czyni grzech. Miłość wskrzesi Go, a w Nim udzieli życia każdemu z nas.

Życie prowadzi nas przez to, co trudne, czasem bolesne, jesteśmy poddani próbom. Nie zawsze możemy widzieć od razu, co jest pożyteczne, aby wzrastała nasza relacja z Jezusem. Ale On to wie. Słowo, które daje, upewnia nas, że On wie. Są to otwarte drzwi, nowa przestrzeń, w której będziemy z Nim w jeszcze głębszej zażyłości, w nowości, jakiej się nie spodziewamy.

To mówi Święty, Prawdziwy, mający klucz Dawida, otwierający i nikt nie zamknie i zamykający, a nikt nie otwiera. Znam twe czyny; oto dałem przed tobą drzwi otwarte, których nikt nie może zamknąć, bo małą masz moc, a ustrzegłeś me słowo

On karci nas dla pożytku, aby nas uczynić uczestnikami świętości Jego. Wszelkie karcenie nie wydaje się radością, ale udręką, później zaś przynosi owoc

WODOSPAD

WODOSPAD

To powiedziałem wam, abyście się nie potknęli

skandalidzo -umieścić na drodze przeszkodę,

o którą można się potknąć

skandalon- potrzask, przeszkoda,

powodująca potknięcie się i upadek

Image by Freepik

Czy potknięcie się o Jezusa jest możliwe? Czy jest możliwe takie doświadczanie Jego działania, słowa, obecności, które przeszkadza?

Droga z przeszkodami wyostrza uważność. Gdy jest gładka, niczym nie zaskakuje, doskonale panujemy nad sytuacją, nic nam nie zagraża. Ale też niewiele się wtedy dzieje. Przeszkody skłaniają do refleksji, czy warto iść dalej. I w tym sensie Jezus może być dla nas przeszkodą, pułapką, ponieważ trwanie przy Nim będzie nas kosztować. Prorok Jeremiasz miał doświadczenie pójścia za Bogiem, który uwiódł go, jak narzeczony, który porywa ukochaną kobietę i na zawsze zmienia jej życie (Jer 20,7). Również św. Paweł pod Damaszkiem potknął się o światło Zmartwychwstałego Jezusa, o jego głos, tak, że nie był w stanie iść dalej tą samą drogą (Dz 9,4).

A idąc za Jezusem możemy się potknąć, gdy nadejdzie godzina naszego świadectwa. Wtedy przeszkody będą próbowały wymusić na nas zmianę kierunku wędrowania – przed tym właśnie przestrzega Jezus. Chce, abyśmy trwali, daje nam skuteczną pomoc – Ducha Świętego, aby przez wszystko nas przeprowadził, nauczył zwyciężać w stylu Jezusa.

Jezus wie, czym są przeciwności. Sam zderzył się ze skałą ludzkiego serca, która okazała się być bardzo twarda, a nie mógł wyżłobić w niej otwarcia. Nie wycofał się, ale tym intensywniej płynęła Jego miłość, tak, że w efekcie rozlał się jak wodospad ze skalnego progu.

Kontemplujemy to na Krzyżu: gdy jeden z żołnierzy włócznią przebił bok Jezusa i natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,34).

Ten jest, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus. Nie w wodzie jedynie, ale w wodzie i we krwi. I duch jest świadczący, bo duch jest prawdą.

Chełpimy się w utrapieniach, wiedząc, że utrapienie wytrwałość sprawia, zaś wytrwałość wypróbowanie, zaś wypróbowanie nadzieję; zaś nadzieja nie zawstydza, bo miłość Boga jest wylana w sercach naszych poprzez Ducha Świętego danego nam

ŚWIADECTWO

ŚWIADECTWO

Pocieszyciel, Duch Prawdy, zaświadczy o mnie. I wy świadczycie, bo od początku ze mną jesteście

martyria –świadectwo, zeznanie

dowód potwierdzający prawdę,

działanie prorockie lub sądowe

przekazujące prawdziwe informacje

Image by Freepik

W Ewangelii św. Jana pierwszym świadkiem Jezusa jest Jan Chrzciciel, nazwany świadkiem światłości, lampą, która płonie i świeci. On wskazuje na Baranka, widzi Ducha, który zstępuje na Niego, pozostaje na Nim.

Duch staje się świadkiem tego, kim Jezus jest, jego ziemskiego życia, posłannictwa, relacji z Ojcem, w którą włącza swoich uczniów. Świadkiem Jego ofiary, zmartwychwstania, paschalnej obecności we wspólnocie braci. Zna Jezusa naprawdę i tę znajomość przekazuje, przypomina, aby uczniowie również stawali się świadkami Jezusa.

Przechowywanie w pamięci spotkanych osób, wydarzeń, doświadczeń, kształtuje sposób myślenia i nasze życie. Im ważniejsze i głębsze były, tym trwalszy zostawiły ślad, tym mocniej widać je w sposobie myślenia, wartościowania, w stylu życia.

W Ewangelii św. Jana spotykamy Jezusa poprzez świadków, tych, którzy otrzymali znak, doznali uzdrowienia, widzieli i słyszeli, i dotykali Słowa wcielonego. Zapamiętał to, zebrał i spisał, i tak określił siebie: uczeń świadczący… on zapisał swoje świadectwo, i wiemy, że jest prawdziwe.

Świadczenie o Jezusie – martyria Jesou to owoc życia, ukształtowanego przez doświadczenia, życia, które budzi w nas Duch. Jak soki latorośli winnego krzewu płyną od korzeni zupełnie spontanicznie, tak właśnie to życie płynie w nas głęboko, jako Jego dar. Pozostajemy z nim złączeni, przyjmujemy, a owocowanie staje się naturalne.

Świadczący o Jezusie jest zwycięzcą. Św. Jan pisze o tym w Apokalipsie, gdy ogląda to z perspektywy nieba i widzi jako zwycięską walkę i liturgię.

Ja Jan, wasz brat i współuczestnik w ucisku i królestwie i wytrwałości w Jezusie, byłem na wyspie zwanej Patmos z powodu słowa Bożego i świadectwa Jezusa

Ujrzałem pod ołtarzem dusze zabitych z powodu słowa Boga i z powodu świadectwa, które mieli

I oni zwyciężyli przez krew Baranka i przez słowo świadectwa ich

JESTEM ŻYCIEM

JESTEM ŻYCIEM

Ja jestem drogą prawdą i życiem

zoe –życie odwieczne i nieskończone,

 stan, w którym znajduje się ktoś duchowo żywy

Image by Freepik

Ja jestem życiem- to imię Boga, który stwarza wszystko. Jego życie jest wieczne.

Jezus mówi tak o sobie jako Syn, ponieważ w relacji z Ojcem otrzymuje wszystko, dzieli wszystko. I chce być życiem dla nas – z nami buduje relację i nam pozwala doświadczyć swojego stylu, aby pociągnąć nas ku pełni, aby uruchomiło się to, co najbardziej osobiste, najpiękniejsze i niepowtarzalne w naszym istnieniu.

Jezus, będąc życiem, przechodzi przez śmierć – nikt tędy wcześniej nie przeszedł. Od pierwszego Adama śmierć kończy życie, śmierć przechodzi na wszystkich ludzi (Rz 5,11). Śmierć zawsze zatrzymuje człowieka, jest przepaścią, jest końcem wędrówki – taka jest prawda. Ale kiedy Jezus wejdzie w śmierć, unicestwi ją, aby życie mogło zwyciężyć – wytrysnąć ze źródła, którym jest Ojciec. To przejście Jezusa jest mostem nad przepaścią dotąd nieprzekraczalną. Jest nowym początkiem dla każdego, kto zdecyduje się Jemu powierzyć, kto pozwoli się poprowadzić i stwarzać na nowo.

I rzekł Zasiadający na tronie: oto nowym czynię wszystko. I mówi: napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe. I rzekł mi: stało się. Ja jestem Alfa i Omega, początek i koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia.

I ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka. Pomiędzy rynkiem miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia, rodzące dwanaście owoców, wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzew służą do leczenia narodów

Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała

USPOKOJONE SERCE

USPOKOJONE SERCE

Niech nie wpada w zamęt wasze serce

tarasso– wzburzać, niepokoić,

dręczyć, zatrwożyć

Image by Freepik

Doświadczamy zamętu życiowego, gdy okoliczności, sytuacje są nieprzewidywalne, a zwroty akcji nagłe. Wtedy ostoją dla nas okazuje się nasze uspokojone serce.

Jezus o tym mówi: nawet jeśli otacza was zamęt, niech nie wchodzi do serca. Ono może pozostać spokojne, ponieważ pozostawiam w nim ziarno – Moje Słowo. Gdy ono będzie wzrastać, uczyni serce ostoją dla wiary, dla obietnicy i nadziei. To umożliwi rozeznanie Bożego prowadzenia i działania.

Jezus wyznacza trasę wędrówki – prowadzi do domu, do zamieszkania w Ojcu. Dom Ojca to miejsce dla każdego z nas, miejsce własne, odzwierciedlające poziom relacji, jaka nas z Nim łączy. Dom kojarzy się z obecnością, oczekiwaniem, schronieniem, bezpieczeństwem – tym wszystkim dla Jezusa jest Ojciec – i będzie też dla nas. Dlatego wspólnota, którą zgromadził wokół siebie, również stanie się domem i uwidoczni się to w wieczerniku, gdy Duch Święty otworzy jego drzwi. Okaże się wtedy, że jego mieszkańcami mają się stać wszyscy – wszyscy są przywoływani, każdy w swoim języku, aby odnaleźć się w domu Ojca.

I tutaj, paradoksalnie, Duch Święty wprowadza inny zamęt – taki, który zadziwi wszystkich, sprawi oszołomienie i niepewność, po to, aby zwrócić uwagę na tajemnicę, która dokonuje się wśród nich.

Ludzkie serce to serce paschalne – wciąż przechodzi z zamętu do uspokojenia, a w uspokojeniu jest prowadzone do innego, Bożego zamętu, w którym Duch działa z mocą.

Tajemnicę paschalną ujawnia list św. Piotra:

Jeśli cierpicie (pascho) dla sprawiedliwości, szczęśliwi. Bojaźni ich nie zacznijcie się bać i nie dajcie się zmącić. Pana zaś Chrystusa uznajcie za świętość w sercach waszych.

WIERNOŚĆ BOGA

WIERNOŚĆ BOGA

Wyprzesz się Mnie trzy razy

arneomaj – zapierać się kogoś, siebie samego,

 być niewiernym sobie,

nie zważać na własne interesy

Image by Freepik

Wypieranie się tego, że znamy Jezusa nie jest odległą rzeczywistością. Ono wydarza się nam wtedy, gdy porzucamy samych siebie – naszą wewnętrzną głębię, wartości dla nas cenne, pragnienia i nadzieje. A przede wszystkim wychodzimy z przestrzeni serca, w której słyszymy Jego głos, przyzwalamy by ogarnęło nas zapomnienie o miłości, wątpienie. To wszystko można określić jako wypieranie się tego, kim naprawdę jesteśmy, jakimi On kocha nas i stwarza. Odrzucamy Jego działanie w nas, a równocześnie ranimy siebie.

Wypieranie się Jezusa wydarza się również wtedy, gdy Jego działanie w naszym życiu wykracza poza nasze dotychczasowe doświadczenia. Zamiast otworzyć się na Niego, który jawi się nam Inny, idziemy za naszym odczuciem, że coś wymyka się naszej kontroli, a chcielibyśmy to uchwycić i poprowadzić po swojemu. Tak, aby pozostało, jak jest, aby się nie zmieniło, nie rosło, ponieważ nie nadążamy za tym. Jednak w ten sposób, zamykając się w sobie, tracimy jakoś siebie, to, co mogłoby być naszym udziałem w relacji z Jezusem.

Pójście za Nim jest naprawdę trudne pod tym względem, że potykamy się o naszą niezdolność i niedopasowanie do Niego, mimo najszczerszych chęci. Doświadczamy, że wypieramy się Go nie raz… Możemy to uznać i opłakać, ponieważ leczy nas Krzyż Jezusa – on podnosi, więc może podnieść i nas. On przyciąga do siebie wszystkich, a więc i nas.

Jezus ma dla nas lekarstwo, podobnie jak miał je dla skruszonego Piotra: przychodzi na nowo, przyciąga do siebie i pyta: czy Mnie kochasz?

A w liście św. Pawła do Tymoteusza czytamy: Jeśli jesteśmy niewierni, On wiernym pozostaje, bo nie może się wyprzeć samego siebie.

CAŁOŚĆ

CAŁOŚĆ

jeden z was wyda Mnie

paradidomi – wydać w ręce innej osoby,

wydać w czyjąś moc lub użytkowanie,

 na karę, śmierć,

wydać kogoś zdradziecko

Image by Freepik

Jezus mówi te słowa wstrząśnięty Duchem. Mówi je do przyjaciół, tych, których wybrał. Z nimi jest przy stole, im odsłania swoje wnętrze, wprowadza w tajemnicę tego, co się wydarzy: zostanie wydany przez przyjaciela – i będzie to jeden z nich.

Jak reagują uczniowie? Spoglądają na siebie nawzajem, zakłopotani, dają sobie znaki, chcą się dowiedzieć, kto. Jezus w odpowiedzi na prośbę czyni mały gest, i ten gest przyjaźni mógłby odwrócić wszystko. Ale nie. Moc tego gestu nic nie znaczy dla ucznia, który już zdecydował, że go wyda. Nie przyjmuje dobra, nie przyjmuje upomnienia. Jezus szanuje jego wolność.

Uczniowie, wcześniej poruszeni, teraz zastygają. Nie rozumieją tego, co się dzieje, nie zadają pytań, nie zatrzymują Judasza. Nie usłyszeli do końca słów Jezusa: wyda Mnie jeden z was, to znaczy: może to być każdy z was …  jesteście za siebie odpowiedzialni, nie możecie być na siebie obojętni, na to, co dzieje się z jednym z was, ponieważ jesteście jednością.

Judasz wyszedł, inni pozostają. Ale nie są już kompletni, jeden z nich odszedł w noc.

Teraz Jezus przejmuje inicjatywę – zaczyna długą rozmowę, w której chce opowiedzieć, co się wydarzy, ze swojej boskiej perspektywy. To moment chwały, działania Ojca, który Go prowadzi, moment ugruntowania uczniów w miłości, której pełnia zostanie im objawiona. Każdy z nich jest zaproszony do uczestnictwa. Judasz odszedł, a Jan wtulił się w Jezusa. To są dwie skrajne postawy, a pomiędzy nimi cała różnorodność postaw uczniów. Wszyscy ogarnięci są jedną miłością. Ta miłość do końca osiągnie swój cel, gdy nastąpi odwrócenie sytuacji – to Jezus wyjdzie na spotkanie tym, którzy będą chcieli Go pojmać i to On sam odda się w ich ręce, całkowicie wolny. Wyda się wszystkim i każdemu, Jego zbawienie będzie ofiarowane każdemu.

Uczniowie, rozproszeni w noc paschalną, zostaną zgromadzeni przez Jezusa na nowo gdy On zmartwychwstanie. A później Piotr weźmie odpowiedzialność za puste miejsce, aby dopełnić całość wspólnoty Dwunastu:

Ty, Panie, znawco serca wszystkich, ukaż z tych dwóch jednego, którego sobie wybrałeś, by wziął miejsce służby tej i posłannictwa, od którego odszedł na bok Judasz, żeby pójść ku miejscu własnemu. I dali im losy, i padł los na Macieja, i wspólnie został uznany z jedenastoma wysłannikami

BRATERSTWO

BRATERSTWO

braterstwo1_Easy-Resize.com

Powinniście jedni drugim myć nogi, abyście jak ja wam uczyniłem i wy czynili

allelon – wzajemnie,

 jedni drugich, siebie nawzajem

Image by Freepik

Jezus stwarza nowe braterstwo przez gest umycia nóg, który mamy naśladować. Wybawia nas w ten sposób od wrogości, która została zasiana w pierwszym braterstwie Kaina i Abla. Grzech łasił się, przylgnął (teszuka) do stóp i zwyciężył Kaina, i tak zaistniała pierwsza zbrodnia bratobójstwa.

Jezus zabezpiecza to miejsce kuszenia „u stóp”. Sam je zajmuje, a potem prosi nas, abyśmy zajmowali to właśnie miejsce – pokorne, intymne. Braterstwo, które stwarza Jezus poprzez ten gest, jest odnalezieniem pierwotnego braterstwa sprzed pierwszej zbrodni. Ono będzie okupione bezcenną krwią Jezusa, która zawoła do Ojca głośniej niż krew Abla, burząc mur wrogości. Będzie wołać, orędować za każdym, kto w sobie podejmuje zmaganie o braterstwo.

To braterstwo polega na przylgnięciu do brata, zaangażowaniu w jego dobro, towarzyszeniu mu w drodze, którą idzie, z gotowością, by pochylić się i obmyć brud, który mu przylgnął do nóg. I w ten sposób pomóc zbliżyć się do Jezusa, uobecnić Jego miłość.

Ta jest wieść, którą usłyszeliście od początku, abyśmy miłowali jedni drugich (allelos). Nie jak Kain, ze złego był i zabił brata jego… My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci w życie, bo miłujemy braci. Nie miłujący pozostaje w śmierci.