UDZIELANIE SIĘ

UDZIELANIE SIĘ

Prawdziwy pokarm

brosis  – czynność jedzenia,

to, co jest zjadane, pożywienie, posiłek

– w przenośni: o pokarmie dla duszy,

który albo ją orzeźwia,

albo odżywia i pokrzepia

Image by Freepik

Ciało me prawdziwym jest pokarmem i krew ma prawdziwym jest napojem.

Jezus mówi o karmieniu swoim żywym, świętym człowieczeństwem. Chce poprzez to wejść w bardzo głęboki, osobowy związek. Karmić się osobą to mieć w sobie przestrzeń, w której inna osoba może wybrzmieć w nas – jej nurt życia, odczuwania, rozumienia łączy się z nurtem naszego życia i w ten sposób je poszerza, powiększa. Taki jest sposób udzielania się naszego Boga. Chce powiększyć, poszerzyć nasze życie o swoją własną nieskończoność. To niełatwe do uchwycenia, a nawet gorszące w naszym religijnym myśleniu, przyzwyczajonym do obrzędów, tradycji, które dają nam poczucie swojskości, bycia u siebie, będąc jednocześnie czymś zewnętrznym, co nas nie pochłania i czym możemy zarządzać. Z trudem przebijamy się do tej prawdy, że Jezus naprawdę jest wcielony i chce być w nas, jak zjedzony pokarm. Chce nasycić nasze ciało, nasze człowieczeństwo swoją obecnością, bardzo bliską, chce ożywić naszą krew, nasze uczucia, emocje, pasje swoim Duchem. Zstępuje w nas tak bardzo, że potrzeba wiary, aby to dostrzec. Niejako chce się „wmieszać” w naszą ludzką rzeczywistość. Łatwiej jest karmić się historią bądź obrzędem. Ale zostaliśmy stworzeni dla Niego, On daje nam życie i właśnie On może je w pełni nakarmić.

W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

MORZA JUŻ NIE MA

MORZA JUŻ NIE MA

pexels-matthardy-1536304_Easy-Resize.com

Ziemia do której zmierzali

ge  –grunt, stały ląd,

ziemia jako miejsce,

na którym się stoi,

Image by Freepik

W życiowej przeprawie często natrafiamy w nas samych na takie miejsca, które są naznaczone napięciem, trudem istnienia, jak rozhuśtane morze w środku nocy. Jezus wprowadza nas w sytuacje lęku, zagrożenia, próby po to, aby wejść w nie, w sposób nieprzewidywalny, idąc po morzu, po jego falach, by tam właśnie dokonało się spotkanie z Nim. Mówi: Ja jestem, nie bójcie się (J. 6,20). Ucisza lęk, daje pokój, ugruntowuje życie przez swoją obecność, nawet jeśli jego powierzchnia – powierzchnia wydarzeń, odczuć, pozostaje rozhuśtana. Ugruntowuje życie w sobie – sprawia, że łódź znajduje się natychmiast przy brzegu, przy stałym lądzie. Życie otrzymuje oparcie, swoje uziemnienie w Bogu. Bóg nie umieszcza człowieka w chmurach, w oderwaniu od trudów, trosk i napięć. Takie uduchowienie nie rozwijałoby nikogo. To, co trudne jest tajemniczym pokarmem naszego wzrastania – o ile tkwimy w ziemi, w glebie, którą jest Jego obecność. To ziemia do której stale zmierzamy.

Ujrzałem niebo nowe i ziemię nową. Bowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia odeszły i morza już nie ma[...] Oni ludem jego będą, i On „Bogiem z nimi” będzie, ich Bóg. I zetrze wszelką łzę z oczu ich.

MALEŃKIE JEST WAŻNE

MALEŃKIE JEST WAŻNE

pexels-hellochemo-790989_Easy-Resize.com

Dzięki uczyniwszy rozdał

eucharisteo  – być wdzięcznym,

czuć wdzięczność, czynić dzięki

Image by Freepik

Jezus jest Synem karmionym przez Ojca –  Jego pokarmem jest wypełnić wolę Ojca, wolę Tego, który Go posłał (J 4, 34). Jezus jest karmiony przez Ojca, kiedy odchodzi na samotną modlitwę na górze – syci się wtedy Jego osobą, Jego obecnością, kontaktem z Nim. I w ten sam sposób Jezus chce karmić ludzi, którzy są przy Nim. Chce być niejako pokarmem, chce aby poprzez słuchanie Jego słowa, przebywanie w Jego obecności, przestrzenie ludzkich braków, głodów, otwierały się na nasycenie, które płynie od Niego. Jezus nie chroni nas przed odczuwaniem głodu, a nawet czasem wystawia na próbę. Uczy nas w ten sposób dostrzegania małych rzeczy, drobiazgów, które są przestrzenią Jego działania. To, co jest znikome, maleńkie, może przemieniać w pokarm, który nas nasyci w sposób przekraczający ludzką miarę i ludzką wyobraźnię, tak obficie, że pozostaje z tego nadmiar. Takie doświadczenie rodzi wdzięczność, poczucie obdarowania i angażuje na rzecz innych, aby być przy nich, być dla nich, dostrzegać ich potrzeby i głody, dzielić się życiem, rozdawać je.

Zachęcam was, bracia, poprzez litość Boga, by postawić ciała wasze jako ofiarę żyjącą, świętą, bardzo podobającą się Bogu, tę rozumną służbę waszą; i nie dostosowujcie swej postaci do wieku tego, ale dajcie się przekształcać odnowieniem myśli.

JAK DRZEWO

JAK DRZEWO

Wyobraź sobie wielkie, liściaste drzewo. Jak z bajki. Jest potężne, rośnie na otwartej przestrzeni, a obok niego płynie górski strumień. Ma gruby pień i sięga wysoko w niebo. Jego korzenie wnikają głęboko w ziemię, stabilnie je podtrzymując. W jego gałęziach chroni się wiele ptaków, a w korzeniach tętni życie.

LĘK

Ostatnio pani Zofia prosi nas o modlitwę za swoją córkę. Dziewczyna jest w ogólniaku. Śliczna jak gazela, inteligentna, typ artystyczny, nieszablonowy i z dużym potencjałem. Patrzysz na nią i przeżywasz zachwyt nad rozwijającym się pąkiem, czekasz z zapartym tchem na dalszy rozwój tego zjawiska. Ale kiedy ona spojrzy na Ciebie… Co widzisz? Jest spłoszona. Jej oczy zadają Ci nieme, ale całkiem wyraźne pytanie: Czy mogę taka być? Czy jestem wystarczająca? Są pełne lęku. Na dnie widzisz brak nadziei i zupełny brak wiary w siebie.

To nie jest błaha sprawa. Istnieje przerażająca możliwość, że wrażliwa nastolatka nie da rady przejść tej próby budzącej się świadomości w nieukształtowanej jeszcze osobowości…, że zwątpi w siebie, a może nawet i w życie.

Dlatego piszę ten tekst.

PAMIĘTASZ SIEBIE?

Pamiętasz tamten czas? Niepewność, która towarzyszyła każdej decyzji? Lęk przed przyszłością, przed dorosłością, której jeszcze nie znałeś?

A może coś konkretnego przychodzi Ci na myśl? Jakaś publiczna porażka? Chwila, kiedy czułeś się niewystarczający? Czy nie straszy Cię do dziś to wspomnienie? A może czujesz się tak nadal? Może często? Codziennie? Może wielokrotnie w ciągu dnia?

A może teraz wchodzisz w życie i jesteś skrajnie przerażony? Najbardziej tym, co pomyślą inni, jak Cię skomentują, że Cię odrzucą?

Jeśli tak, ten tekst jest dla Ciebie.

Zostawmy na chwilę te emocje. Wrócimy do nich później. Teraz chcę, żebyś skupił wyobraźnię na jednym obrazie.

JAK DRZEWO

Wyobraź sobie wielkie, liściaste drzewo. Jak z bajki. Jest potężne, rośnie na otwartej przestrzeni, a obok niego płynie górski strumień. Ma gruby pień i sięga wysoko w niebo. Jego korzenie wnikają głęboko w ziemię, stabilnie je podtrzymując. W jego gałęziach chroni się wiele ptaków, a w korzeniach tętni życie.

Przytulenie się do takiego drzewa może przynieść ukojenie. Jakbyś na wzór św. Franciszka obejmował brata buka albo siostrę brzozę i czerpał od nich mądrość życia.

Takim obrazem posługuje się prorok Jeremiasz (17, 7-8) i Psalm 1, mówiąc o człowieku szczęśliwym:

Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.

MÓJ LĘK

Znalazłam się kiedyś w bardzo trudnej sytuacji życiowej i duchowej. Był to prawdziwy egzystencjalny huragan, kwestionujący wszystkie pewniki, mogący wywrócić i moje powołanie. W takich sytuacjach, kiedy rozpada się to, na czym opierasz życie, tracisz orientację, wszystko jest zaciemnione i wszystko wypełnione lękiem. W takim stanie boisz się również ufać Bogu, bo zdaje się On właśnie niszczyć to, co uznawałeś dotąd za Jego dar.

Poprosiłam o możliwość wyjazdu na parę dni, żeby w samotności móc odnaleźć siebie przed Bogiem na nowo i złapać dystans wobec sprzecznych emocji. Nie miałam pomysłu, jak to zrobić, trudno było mi się modlić. Lęk ogarniał mnie do tego stopnia, że bałam się otaczającego mnie świata, bałam się być sama, bałam się wychodzić, bałam się miejsc odludnych i bałam się ludzi, gdy mnie otaczali.

I zobaczyłam tam, jaki jest ten mój lęk. To było dopiero przerażające!

Pamiętam, że wyszłam na spacer, była mroźno, zaczęłam iść i oddychać głęboko i spokojnie, świadomie. Niczego nie rozumiałam z tego, co dzieje się w moim życiu ani we mnie, nie wiedziałam, dokąd zawiedzie mnie mój kryzys, ale wiedziałam, że nie żyję sama z siebie i że ten mój oddech, który mam, jest od Boga. Jak pijany płotu chwyciłam się wtedy jednego wersetu z Psalmów, dokładnie z Psalmu 46. Podaję go w wersji angielskiej, bo takim mi się przypomniał i to tłumaczenie najłatwiej było mi powtarzać. (Pod spodem znajdziecie wersję polską.) Powtarzałam go przez wiele dni. Wypełnił wtedy całą moją modlitwę.

Ps 46,11

tłumaczenie na angielski:

Be still, and know that I am God;

tłumaczenie na polski (wg Biblia pierwszego Kościoła):

Odpocznijcie wreszcie i uznajcie, że Ja jestem Bogiem;

KORZENIE

Do dziś wracam do tej frazy, do dziś dziękuję Bogu, że mi to Słowo wówczas podarował.

Po tygodniu takiej intensywnej modlitwy, w której na poziomie emocjonalnym czy rozumowym nie doświadczałam niczego poza lękiem i ciemnością, nagle – głębiej – znalazłam uciszenie i nadzieję, wielką wyzwalającą nadzieję.

Na dnie ubóstwa nie można już nic stracić, na dnie bezradności nie możesz się bardziej postarać. Tam jesteś wolny. Tam spotykasz Obecność.

I wtedy Pan powtarza Ci jedno: Bądź, bo Ja Jestem.

Lęk odszedł. A to Słowo sprawiło w mojej duszy korzenie.

TY

Obraz drzewa z Księgi Jeremiasza i z Psalmu 1 to prawda o tym, jak istniejesz. Jesteś jak drzewo zakorzenione w Panu. Psalm 146 zaś mówi:

Gdy im udzielasz, zbierają; gdy rękę swą otwierasz, sycą się dobrami. Gdy skryjesz swe oblicze, wpadają w niepokój; gdy im oddech odbierasz, marnieją i powracają do swojego prochu. Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha i odnawiasz oblicze ziemi.

To jest prawda o Tobie. Istniejesz, bo On Cię pragnie. Jesteś niepowtarzalna/y. Nie musisz się bać.

Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.

Może wciąż nie umiesz tej prawdy w sobie pomieścić, a może lepiej – nie umiesz się w niej zadomowić jak u siebie… Nie szkodzi.

RADYKALNA ZMIANA

RADYKALNA ZMIANA

square_image_corrected

Uczynił mnie zdrowym.

hygies  – zdrowy, bliski prawdy (o nauczaniu)

 

hygiaino – być zdrowym, dobrze się czuć,

cieszyć się dobrym zdrowiem,

w przenośni: być wolnym od jakiegokolwiek błędu,

wytrwać w Bożej łaskawości i być duchowo mocnym

Image by Freepik

Ojciec mój aż do teraz działa i ja działam.

Działanie Boga podnosi i czyni zdrowym (hygies). Działanie Boga dotyka głęboko woli człowieka, jego „chcę”, dlatego Jezus zapytał najpierw chorego: chcesz zdrowy stać się? (J 5, 6). Uzdrowienie to radykalna zmiana dotychczasowej kondycji człowieka, jego ciała, ale również stylu życia, działania, sposobu myślenia o sobie, o Bogu. Trzeba świadomie przyjąć konsekwencje uzdrowienia i nieść je potem ze sobą, zgadzając się na to, że zmiana zostanie zauważona, oceniona, zinterpretowana, że będzie prowokować innych do myślenia, a czasem nawet kwestionować ich pojęcia o życiu, o Bogu.

Bóg jest kimś żywym, jest Ojcem. Jego działanie daje wewnętrzną wolność, która pozwala przechadzać się swobodnie, mimo balastu na plecach. Daje też wolność, by więcej nie grzeszyć (hamartano: J 5, 14), nie popaść w bezcelowe błądzenie, ale wytrwać w łasce, być duchowo mocnym.

Jezus po uzdrowieniu człowieka jest prześladowany przez przywódców religijnych, zderza się z ich błędnym rozumieniem Pisma i wykazuje im brak wiary. Próbuje wyjaśnić swoje posłannictwo, mówi im o Ojcu, o Jego dziełach, o chwale i miłości, która daje łaskę, wewnętrzną wolność i moc. To jest dla człowieka życiodajne i uzdrawiające, to czyni go synem.

Św. Paweł nakazuje biskupowi Tymoteuszowi troskę o zdrową naukę (1Tm 1, 10), nazywa ją depozytem, cennym skarbem, który ma być strzeżony i przekazywany (1 Tm 6, 20), ponieważ prowadzi do dobrego i pięknego życia we wspólnocie chrześcijańskiej, życia zdrowego, według zdrowych słów naszego Pana Jezusa Chrystusa. (1Tm 6, 3) Taka wspólnota to koinonia – z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, obecnym i działającym.

WIARA JEST WĘDRÓWKĄ

WIARA JEST WĘDRÓWKĄ

pexels-heitor-vitari-626359539-17497175_Easy-Resize.com

Uwierzył człowiek słowu, które powiedział mu Jezus i wyruszył.

poreuomaj – przeprowadzić, przenieść,

kontynuować podróż,

odejść z tego świata,

iść za kimś, stać się jego zwolennikiem,

wieść, układać swoje życie

Image by Freepik

Ojciec szukający ratunku dla swojego umierającego syna przychodzi do Jezusa. Prosi z wiarą: 

Panie, przyjdź!

Ufa, że przyprowadzi Go do umierającego dziecka i je ocali. 

Jezus odpowiada inaczej. Odsyła go z powrotem ze Słowem:

Idź, syn twój żyje.

To mogła być pewna próba, w której odsłoni się jakość wiary – czy proszący będzie pewny otrzymanego daru, choć go jeszcze nie widzi? Czy wyruszy za Słowem i zgodzi się na działanie Boga tak, jak On chce?

Wiara jest zdolnością do wędrowania, wyruszenia w drogę za Słowem Jezusa, za obietnicą, której możemy się uchwycić jak podanej dłoni przyjaciela, i pójść tam, dokąd nas pociąga i prowadzi. Często inaczej, niż byśmy się spodziewali. Wyruszenie w drogę uruchamia moc Słowa w naszym życiu – kiedy idziemy za nim, staje się dla nas żywe i działające (Hbr 4, 12). Wypełnia się ponad miarę w czasie, który Bóg przewidział. Owocuje i rośnie jak ziarno w żyznej glebie, i pomnaża się – uwierzył on i cały jego dom (J 4, 54).

Prawdziwą pieśń o wierze mamy w liście do Hebrajczyków: tam wędrowanie oznacza przynależność do Boga i tej ojczyzny, którą On przygotowuje (Hbr 11, 15). Jest objawianiem Boga, który przeprowadza przez doświadczenia, abyśmy mogli przyjąć Jego świętość (Hbr 12, 10).

WYJAŚNIŁ

Jednorodzony Bóg będący w łonie Ojca, wyjaśnił

eksegesato– wyprowadzać, być przewodnikiem,
opowiadać, ujawniać, ogłaszać

Jezus wyjaśnił (eksegesato), ujawnił, opowiedział naszą relację z Bogiem. Jesteśmy w Ojcu, w Jego łonie jako Jego dzieci, ponieważ Jezus tam jest jako Jednorodzony Bóg i nas włącza przez miłość. Czyni to wciąż, miejsce przy Jego stole, na Jego sercu jest otwarte (J 13,1.13.25).
Wcześniej życzliwe Oblicze Tego, Który Jest, było zasłonięte przez Prawo.

Prawo, dane za pośrednictwem Mojżesza określało relację człowieka z Bogiem poprzez nakazy i zakazy.

„Ilekroć jest odczytywany Mojżesz, zasłona (kaluma) na sercu ich leży”

Ale w Jezusie „zdejmowana jest zasłona (kaluma)” (2 Kor.3,16) i ukazuje się prawda (aletheia), odsłania się rzeczywistość, dotąd niedostępna. . (1J. 5,20)

„Jesteśmy w Prawdziwym (alethinon), w Jego Synu, Jezusie Chrystusie. To jest prawdziwy (alethinos) Bóg i życie wieczne”

SŁOWO ROZBIŁO NAMIOT

pexels-teemu-r-555088-1840421_Easy-Resize.com

Słowo rozbiło namiot wśród nas, ujrzeliśmy chwałę jego.

eskenosen – rozbiło namiot

Image by Freepik

Rozbicie namiotu to zatrzymanie się w wędrówce i stworzenie przestrzeni na spotkanie, aby obdarzyć się wzajemną obecnością. Na pustyni Bóg polecił rozbić namiot, w którym On, Bóg, stawał się dla Mojżesza dostępny poprzez ukazywanie swojej chwały i rozmowę z nim (Wj. 33,7).

Słowo uczyniło właśnie to: zamieszkało, rozbiło namiot, stało się człowiekiem. Definitywnie, nieodwracalnie.

Słowo stało się człowiekiem – Jezusem i samo człowieczeństwo zostało napełnione łaską i prawdą o Bogu, który jest Ojcem i kocha. Jest to namiot Boga, Jego żywa i życiodajna obecność. Znajdziemy Boga prawdziwie już tylko w człowieku – zobaczymy go, dotkniemy, odczujemy. Jest obecny tutaj, jest bliski, chce być spotkany, usłyszany i przyjęty. Bóg udziela się w relacjach i dlatego Kościół to wspólnota:

„gdzie jest dwóch lub trzech zebranych w moje imię, tam jestem w środku nich”

Tutaj rozbłyska chwała Boga.

 

DZIECI BOGA

Słowo dało im władzę stać się dziećmi Boga

eksusia – władza, swoboda postępowania,

zdolność i siła, którą się dysponuje

Image by Freepik

Słuchanie i przyjmowanie Słowa zmienia nas wewnętrznie.

Słowo, światło prawdziwe, ma władzę i siłę, której udziela i której możemy zaufać. Włącza nas w relację z Ojcem i odtąd ta relacja, tak zażyła, określa nas w naszej głębi, gdy „ja” jest przyjęte i pokochane jako „ty”.

Władza Słowa to miłość, ona zmienia wnętrze dając całkowitą wolność i swobodę, a jednocześnie zdolność i siłę

„Zobaczcie, jaką miłość dał nam Ojciec, abyśmy dziećmi Boga zostali nazwani i jesteśmy”

Dotykamy Jego miłości i wszystkie nasze zmysły są ogarnięte przez doświadczenie:

„Co usłyszeliśmy, co zobaczyliśmy, co ujrzeliśmy, czego dotykały nasze ręce o Słowie życia; życie uczyniło się widocznym i zobaczyliśmy i zaświadczamy i oznajmiamy wam…wspólnota nasza z Ojcem i z Synem.”

BYŁO ŚWIATŁO PRAWDZIWE

Było światło prawdziwe

fos alethinon światło prawdziwe, 

rzeczywiste, szczere, autentyczne

Image by Freepik

Jesteśmy spragnieni prawdziwości. Prawdziwość jest trudna, ale możliwa. Wiąże się z odsłonięciem, rezygnacją z pozorów i udawania. Jest przeciwieństwem ukrycia, które bywa wygodne i niezobowiązujące, ale nie daje oparcia, budzi lęk i niepewność.

Światło gdy oświeca, otwiera przestrzeń, w którą można wejść i stać się widocznym. Nie obnaża, ale odsłania, o ile je przyjmujemy i dajemy się oświecić. Wtedy światło pozwala widzieć i być widzianym. Prawdziwym światłem jest Jezus. Mówi o sobie: 

"Ja jestem światłem świata, towarzyszący mi nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia"

Więź z Jezusem pozwala widzieć wszystko w Jego spojrzeniu. On patrząc na nas ogarnia nas ciepłym światłem miłości, w którym możemy być odsłonięci i prawdziwi, żyć i wzrastać. Tak właśnie patrzył Jezus na kobietę i na faryzeuszy, którzy przyprowadzili ją do Niego, aby ją osądził. Jego spojrzenie i słowo ich oświetliło: kobiecie podarowało życie, a faryzeusze odeszli w ukrycie, nie wytrzymując odsłonięcia (J, 8, 1-11). Światło prawdziwe może nas zaskakiwać i zapraszać na nowe ścieżki myślenia, odczuwania, przeżywania samych siebie, tak, abyśmy byli żywi, prawdziwi i spójni, widzący twarz Boga (Ap.22,4)