SENS BOŻY, SENS LUDZKI

SENS BOŻY, SENS LUDZKI

Jezus umarł, aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno

eis hen  – do, ku, w kierunku, dla –

 jednego

Image by Freepik

Łazarz umarł, aby objawiła się chwała Boża – taki sens śmierci nadał Jezus, tak powiedział uczniom. Ale stało się to dla nich oczywiste dopiero gdy go wskrzesił, gdy pozwolił mu doświadczyć swojej mocy nad śmiercią, doświadczyć życia, które płynie z ręki Przyjaciela – Boga. Nie omija bólu, cierpienia, trudu, ale przez nie przechodzi zwycięsko. Chwała Boża to źródło sensu dla ludzkiego życia i może rozbłysnąć, kiedy On chce, w sposób nieprzewidywalny, w najgłębszej słabości, niemocy. Chwała Boża objawia się w życiu konkretnego człowieka po to, aby przez niego ujawnić się innym, którzy mogą zobaczyć, że oto jest coś, co zachwyca, zdumiewa i pociąga blaskiem, przerastając człowieka.

Jezus nadał sens również swojej ludzkiej śmierci, którą przyjął dla nas. Chciał, aby ona stała się rozbłyskiem chwały Ojca i dlatego poddał się temu wszystkiemu, co najbardziej pozbawione sensu, aby w ten sposób odzyskać i napełnić sensem każde istnienie. Chciał, aby chwała Boża ogarnęła wszystko, aby wszystko zostało skierowane ku Jednemu. Jako Zmartwychwstały zacznie ukazywać się uczniom, zgromadzi ich przy sobie i w ten sposób na nowo stworzy wspólnotę. O to właśnie modlił się i prosił Ojca (J. 17).

Jeżeli nasze życie po ludzku ma sens, ze wszystkimi jego dramatami, tragediami, z całą wspaniałością i pięknem, to dlatego właśnie, że wyrasta z Bożego sensu, ofiarowanego nam. Ten sens może rozbłysnąć zawsze, gdy poddamy się przyciąganiu w kierunku Jednego, Zmartwychwstałego Jezusa.

Św. Paweł zachęca nas:

abyście jednomyślnie i przez jedne usta oddawali chwałę Bogu i Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Dlatego przygarniajcie jedni drugich, tak jak i Chrystus przygarnął was, ku chwale Boga.

OBUDZIĆ PRZYJACIELA

OBUDZIĆ PRZYJACIELA

Łazarz przyjaciel nasz zasnął, ale podążam aby wyrwać go ze snu

eksypnidzo  – obudzić ze snu

Image by Freepik

Jezus często był obecny w domu swoich przyjaciół z Betanii. Dlaczego zabrakło Go w takim momencie, gdy jeden z nich był chory? Łazarz odszedł i jego siostry wyznają: gdybyś tu był, nie umarłby. A w tle pobrzmiewa: Czy to było Ci potrzebne, aby umarł?

Właśnie tak. Życie przyjaciół jest ze sobą ściśle złączone, potrzebują siebie nawzajem, ale nie na sposób nieuchronny, nieodparty, lecz w wolności.

Jezus taką właśnie wolność okazuje gdy nie wyrusza od razu na wezwanie sióstr, ale zatrzymuje się w miejscu. Pozwala, aby czas płynął, a Łazarz umarł. Taki przestój z perspektywy ludzkiej jest niezrozumiały, ale Bóg patrzy z wieczności, kocha z wieczności i działa z wieczności. Mógłby od razu odpowiedzieć na wołanie człowieka: przyjdź! Przyjdź do mojego życia, moich bied i boleści… Ale jeżeli tego nie robi, to może dlatego, że dla Niego to niewystarczające?

On chce go zabrać w siebie, we własne wnętrze, zanurzyć w życiu, własnym oddechu, aby się nasycił czymś, co go przerasta. Aby poznał Przyjaciela, to znaczy go doświadczył, przeszedł drogę znaną tylko jemu, poddał się mocy i sile, w której niknie nawet śmierć. Bóg chce obudzić swojego przyjaciela do życia prawdziwego, do relacji wcześniej mu nieznanej.

Jezus przed grobem Łazarza płacze, wzrusza się do głębi, bierze w swoje ludzkie serce ten wstrząs, jaki śmierć wnosi w życie i zwraca się do Ojca. Tutaj, w przestrzeni Jego modlitwy, Jego rozmowy z Ojcem, śmierć umiera. Kończy się każdy bezwład, bezkształtność, zawinięte i zabezpieczone po ludzku, by nie straszyć wyglądem, zapachem… A człowiek wyrusza ku Bogu na nowo i odsłania oblicze w Jego Obliczu, oddycha głęboko, jakby budził się ze snu…

Jezus jako Przyjaciel chce dać nam właśnie to: przebywanie w Nim i w Ojcu, gdy ze sobą rozmawiają, gdy życie, którego udzielają sobie nawzajem, płynie obficie. Możemy już na ziemi być obudzeni do życia prawdziwego. Czasem, paradoksalnie, rozpoczyna się to „jakąś śmiercią”, jakąś klęską, doświadczeniem, którego byśmy nie chcieli, którego nie rozumiemy. Nasze pytania „dlaczego?” zasłaniają nam horyzont…

A może właśnie jest to potrzebne, aby nas obudzić? Może to ten czas?

Znając tę porę, czas już byście ze snu dali się zbudzić, teraz bowiem bliżej nasze zbawienie, niż gdy uwierzyliśmy…

Jeśli bowiem żyjemy, dla Pana żyjemy, jeśli umieramy, dla Pana umieramy…Jeśli więc żyjemy, jeśli także umieramy, Pana jesteśmy

WOŁANIE PASTERZA

WOŁANIE PASTERZA

Własne owce woła po imieniu

foneo  – brzmieć, wydawać dźwięk, wołać,

nazywać, wzywać, zapraszać

Image by Freepik

Głos odsłania wnętrze, pozwala brzmieć duszy, w nim słyszymy uczucia, nastawienie i możemy odczytać poziom relacji z osobą, która do nas mówi. Imię, które ktoś wypowiada, przywołuje osobę i określa więź między nimi. Gdy słyszymy własne imię, odruchowo szukamy tego, kto mówi.

Metafora pasterza i owiec opowiada o relacji z Bogiem, jaką daje wiara.

Jezus każdą ze swoich owiec nazywa i to imię określa jej wyjątkowość, niepowtarzalność. Wołana po imieniu, rozpoznaje Pasterza i również odnosi się do niego osobiście, tak, że ich relacja jest niepowtarzalna. Taka wzajemność, utrwalana i pogłębiana, daje poczucie bezpieczeństwa, jest przymierzem, jest domem – owczarnią.

Jezus jest odniesieniem dla każdej owcy i dlatego przy Nim gromadzą się i są razem. Jezus chce aby były razem, karmiły się razem, wędrowały razem. Kluczowa jest obecność Pasterza – On przez swój głos przywiązuje do siebie, pozwala się rozpoznać, prowadzi ku życiu w całej jego obfitości –daje je owcom aż do zbytku (perisson, J10, 10).

Owczarnia Jezusa to przestrzeń ogromnej wolności, swobody. Jezus nigdy nie zamyka nas w jakichś zasadach, normach, ale swoim głosem oddziałuje na wnętrze i to daje poczucie wolności. Brama, drzwi, są w owczarni bardzo ważne, aby wchodzić do wnętrza, a potem wychodzić, dać się prowadzić, karmić przez wszystko. Jezus jest blisko nas wewnątrz, w intymności owczarni, a także na zewnątrz, gdy towarzyszy nam w życiowych próbach, doświadczeniach, w jakie jesteśmy wrzuceni, abyśmy poprzez nie mogli wzrastać. Zawoła nas, gdybyśmy tę relację zagubili – po tym właśnie rozpoznamy Go. Tak zawołał przy pustym grobie Marię Magdalenę – rozpoznała Go, gdy wypowiedział jej imię.

Można powiedzieć, że właśnie tak wypełnia się obietnica o nowym przymierzu i o prawie wypisanym w sercu – ono będzie wyryte przez głos, przyjęte jako Słowo wypowiedziane do osoby, które brzmi w niej wciąż.

Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie…

WIDZIEĆ WIĘCEJ

WIDZIEĆ WIĘCEJ

Aby stały się widoczne dzieła Boga w nim...

 

faneroo  – uczynić jawnym, widzialnym bądź znanym

 to, co było zakryte bądź nieznane,

ukazać się, pojawić się,

być wyraźnie rozpoznanym,

całkowicie zrozumianym

Image by Freepik

Niewidomy człowiek jest widziany przez Jezusa, ale sam nie może Go zobaczyć. Dla niego wszystko jest zakryte, zasłonięte, nieprzeniknione jak noc. Ten ślepy człowiek jest pewnym obrazem naszej kondycji – ślepoty duchowej, gdy nie dostrzegamy dobrego oblicza Boga, a w sobie samych nie widzimy Jego wielkich dzieł.

Naturalne widzenie to nie prosty ogląd, ale odczytanie sensu, spotkanie z rzeczywistością, która dotyka i zmienia. Nie mamy takiej zdolności wraz z urodzeniem, ale uczymy się, żyjąc z innymi, którzy nas kształtują swoim sposobem myślenia, rozumienia, przyjmowania dobra, reagowania na zło. Najpierw patrzymy niejako ich oczami, i taki jawi się nam świat. Przekazują nam również swój obraz Boga, swoją wiarę bądź niewiarę w Niego, relację z Nim, która może być jak światło we wnętrzu osoby albo jak nieprzenikniona noc.

Jezus przyszedł na świat, aby każdy mógł otrzymać od Niego światło prawdy, że Bóg jest Ojcem, a życie przepełnione sensem. Jesteśmy obdarowani miłością, ale nie zawsze to widzimy. Może nas zaskakiwać, że Bóg czasem rani aby uleczyć, posługuje się doświadczeniami, cierpieniem, aby poprowadzić nas w głąb miłości. One są jak nałożenie błota na oczy ślepca – tylko dzięki temu ten człowiek wyruszył w drogę, oparty na Słowie Jezusa: Idź! To była jego decyzja, wyruszył nie widząc, pozwolił, by Słowo działało na jego korzyść i poprowadziło go do uzdrowienia.

Bóg kocha naszą wolność i to, że możemy Go wybrać, wierząc, że chce nam dać coś więcej, poprowadzić nas dalej. W naszym życiu przeplatają się dni i noce, światło i ciemność, łaska i grzech, pozory i prawda, iluzja i rzeczywistość, ukrycie i objawienie. Poruszamy się między tymi rzeczywistościami, a twórcze napięcie wprawia nas w ruch. Bóg oświeca nas stopniowo, a jeśli będziemy trwać przy Nim, nawet jeśli konsekwencje okażą się bolesne, właśnie wtedy zobaczymy w sobie owoce Jego łaski, zobaczymy w naszym życiu Jezusa i Ojca.

Św. Paweł doświadczał tego wyjątkowo mocno:

Bóg powiedziawszy „światło zajaśnieje z ciemności”, zajaśniał w sercach naszych i oświecił nas poznaniem chwały Boga na Obliczu Jezusa Chrystusa. Mamy zaś ten skarb w glinianych naczyniach, aby nadmiar mocy był z Boga a nie z nas. We wszystkim trapieni, ale nie ściskani, będący w bezradności, ale nie popadający w rozpacz; ścigani, ale nie pozostawiani w tyle, obalani, ale nie gubieni …

MIEJSCE BOGA

MIEJSCE BOGA

Kiedy wywyższycie Syna Człowieczego wtedy poznacie, że JA JESTEM

hypsoo  – podnieść wysoko, wywyższyć,

– w przenośni: wynieść na pozycję godności,

honoru i szczęścia

Image by Freepik

Jakie miejsce zajmuje Bóg? On sam uniża się, pokaże to na ostatniej wieczerzy, gdy Jego Syn uklęknie u stóp człowieka, aby mu umyć nogi. Bóg nie potrzebuje naszego wywyższenia w znaczeniu nadania Mu jakiejś rangi, osobnego miejsca, czy centralnej pozycji na kanapie naszego życia, na której mógłby się wygodnie rozsiąść. On jest Bogiem wędrowców, pielgrzymów – i taki również jest Jezus, Jego Syn, Syn Człowieczy. Wybiera pozycję brata, sługi, niewolnika, obmywa brudne nogi, aby nauczyć nas bliskości i służenia, i gotowości do drogi. Tej drogi, jaką przeszedł On. Jest to droga po ludzku niemożliwa, ale każdy, kto na nią wchodzi, pociągnięty przez łaskę, zostaje uzdolniony życia, w którym jaśnieje sam Bóg. W nim jest rozpoznawany jako obecny i działający – JA JESTEM. Jednocześnie taka droga to wyjście z grzechu, który jest niewolą i kłamstwem, wejście w prawdę dającą wolność. Przechodzenie z jednej krainy do drugiej jest wymagające, czasem jest próbą, w której upadamy, ale On zawsze nas podnosi i prowadzi dalej, ponieważ jest większy od nas, większy od naszego serca, które może nas oskarżać (1J. 3,20)

Św. Paweł zafascynowany tym, jaki smak może mieć życie, upodobnione do stylu Boga, mówi: to przewyższa wszystko.

Uznaję wszystko stratą z powodu górowania poznania Chrystusa Jezusa Pana mojego, z powodu którego wszystko straciłem i uznaję za śmieci, abym zyskał Chrystusa i abym został znaleziony w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, tej z Prawa, ale tę z powodu wiary w Chrystusa, by poznać Go, i moc zmartwychwstania Jego, i wspólnotę cierpień Jego, nadając sobie kształt tożsamy ze śmiercią Jego, obym doszedł do powstania z martwych

NADZIEJA I WZRASTANIE

To, co jest końcem, bywa nowym początkiem

Obserwując naturę stwierdzamy, że jest w pewnej mierze prawdą to, że jesień jest końcem roku, ale jeszcze bardziej jest prawdą, że jesień jest początkiem roku.[...]

To tylko optyczne złudzenie, że drzewa i krzewy są na jesieni nagie, są bowiem usiane wszystkim tym, co się z nich na wiosnę odsłoni i rozwinie.[...]

Co nie jest gotowe teraz, nie będzie gotowe również w kwietniu. Przyszłość nie jest przed nami, ponieważ jest już tutaj w postaci kiełków; jest już wśród nas; a co nie jest wśród nas, nie będzie również w przyszłości. Nie widzimy kiełków, ponieważ są pod ziemią; nie znamy przyszłości, ponieważ jest w nas.[...]

...gdybyśmy mogli popatrzeć na to tajemne wyrajanie się przyszłości wśród nas, powiedzielibyśmy sobie z pewnością, że wielką głupotą jest nasza tęsknota i nasza nieufność, i że w końcu najlepiej być żywym człowiekiem, a mianowicie człowiekiem, który rośnie.

 Karel Capek, Rok ogrodnika

Przemiana potrzebuje nadziei

Jezus mówi w Ewangelii św. Marka, w rozdziale trzynastym, o bardzo trudnych przemianach: życia ucznia, kosmosu, doczesności w wieczność. Nie mówi, że mamy się tych przemian bać, ale właśnie wtedy możemy otwierać serce na nadzieję. Jezus zachęca do spoglądania na przyrodę i rytm jej przemian, podsuwa nam obraz gałązki figowej, która zimą jest twarda, jakby sucha i martwa, natomiast kiedy zbliża się lato, staje się mięciutka, nabrzmiewa pąkami, wypuszcza liście. Życie pozornie obumarłe płynie w niej głęboko i wytryśnie na nowo.

Co to dla nas znaczy?

Czasem wokół nas, w naszych relacjach, w naszym wnętrzu dostrzegamy przejawy martwoty. Czy to oznacza, że jesteśmy obumarli, życie skończyło się i nic już się nie wydarzy? Niekoniecznie. Najczęściej głęboko w nas śmierć zmaga się z życiem i życie okazuje się mocniejsze niż śmierć, o ile wytrwamy. O ile będziemy uważni na właściwą chwilę, gdy pojawi się szczelina w tym, co zestarzałe i utrwalone, i jakby martwe.

To może być nowa sytuacja, nowa możliwość, jakiś rodzaj sygnału, który pobudzi serce, by zaufać i zrobić jeden krok. Szczelina ujawni wówczas ukryte życie, a ono jak mały pączek, kiełek, rozwinie się w coś zupełnie nowego, ożywczego, w nowy pęd, który zakwitnie i zaowocuje dla nas.

Ale aby zrobić ten krok, uruchomić przemianę, potrzebujemy oparcia i nadziei.

Nadzieję daje nam obecność Zmartwychwstałego Jezusa. Ponieważ On przyjął zmaganie śmierci – naszej śmierci – z życiem, uczynił życie zwycięskim, pączkującym, owocującym.

Cierpliwość jest wszystkim

Świadkiem tego jest św. Paweł. Jego życie biegło w kierunku, który sam wyznaczał i w pewnym momencie się skończyło, a zaczęło nowe – życie, które otrzymał od Zmartwychwstałego Pana. Ale nie był to koniec jego przemiany. Doświadczał tajemniczego ościenia – jakiejś swojej martwoty, nędzy, i to właśnie ona uczyła go oczekiwać pełni życia i wykorzystywać tę szczelinę, którą jest słabość. Aż trzy razy prosił Pana, aby jego przemianę przyspieszył, odjął mu oścień. Ale Pan przekonał go, że potrzebuje takiej drogi. Św. Paweł mówi o tym w drugim liście do Koryntian (w rozdziale dwunastym), że ma upodobanie w słabości, z największą przyjemnością nią się chełpi. Dlatego, że oczekuje ŁASKI. To właśnie obiecał mu Zmartwychwstały Jezus: Wystarczy ci moja łaska, bo moc w bezsile dojrzewa. Ona właśnie, łaska, przemienia nas, to na nią liczymy, to w niej pokładamy nadzieję. Czasem bywa to trudne, a cierpliwość jest wszystkim, jak pisał o tym poeta.

Wzrastać jak drzewo, które nie ponagla swoich soków i stoi ufnie wśród wiosennych burz, bez obawy, że mogłoby nie nadejść lato. Przyjdzie przecież. Ale przychodzi tylko do cierpliwych, którzy istnieją tak, jakby mieli przed sobą wieczność, tak spokojnie i otwarcie. Uczę się tego co dzień, uczę się wśród bólów, którym jestem wdzięczny: cierpliwość jest wszystkim!

Rainer Maria Rilke

MALUTKA NADZIEJA

Nadzieja nie jest oczywista. Nadzieja nie przychodzi sama. Żeby mieć nadzieję, moje dziecko, trzeba być szczęśliwym, trzeba otrzymać już wcześniej, trzeba otrzymać wielką łaskę […] Nadzieja nie jest łatwa. Łatwo oddawać się rozpaczy i wielka to pokusa.

Nadzieja nie jest łatwa

Nadzieja wytryska z tego, co w nas małe, ale bardzo nasze i bardzo w nas prawdziwe.

 

W Ewangelii wg św. Jana (w rozdziale szóstym) jest taka scena, w której występuje mały chłopiec – z gr. pajdarion.

 

Św. Jan relacjonuje, że sytuacja jest trudna – liczny tłum do nakarmienia, brak środków, brak perspektyw. A Jezus oczekuje zaangażowania uczniów – wystawia ich na próbę. Andrzej zauważa małego chłopca, który dysponuje niewielką ilością chlebów i ryb. Naprawdę niewielką – cóż to jest dla tak wielu?  Ale to, co ma, jest gotowy oddać Jezusowi – i wtedy Jezus przejmuje inicjatywę i zaczyna działać. Najpierw poleca, aby apostołowie przygotowali ludzi na przyjmowanie, na ucztowanie – dosłownie: uczyńcie aby ludzie położyli się na plecach (anapeisen), czyli przyjęli pozycję jak przy stole. No ale stół wciąż jest pusty – wokół zielona trawa… Trzeba zaufania, żeby to zrobić. A wtedy Jezus przyjmuje od chłopca jego maleńkie zasoby: wziął chleb i ryby, podziękował Ojcu i rozdał leżącym, ile chcieli… to, co małe przemienił w obfitość, która nasyciła wszystkich.

 

Ten mały chłopiec to obraz nadziei. W sytuacji braku, zamkniętej perspektywy, jest trudny do zauważenia z tą swoją odrobiną. Ale ponieważ ujawnia to, co ma, i chce się podzielić – zostaje dostrzeżony i właśnie on uruchamia działanie Jezusa, który sprawia cud i nasycenie wszystkich.

 

To wszystko dzieje się w przestrzeni relacji. Przestrzeń relacji jest uprzywilejowanym miejscem ujawnienia się nadziei, która sprawia, że  życie płynie dalej, czerpiąc z tego, co małe. Nadzieja to mała dziewczynka taka sobie zwykła, jak pisał Peguy.

Malutka nadzieja kroczy między dwiema dorosłymi siostrami [wiarą i miłością]

i nikt nawet na nią nie zwraca uwagi. 

I wydaje się ludziom, że to starsze siostry 

ciągną małą za rękę.

W środku.

Między sobą.

Żeby ją przeprowadzić wyboistą drogą zbawienia.

Ślepcy nie widzą że wprost przeciwnie

To ona w środku ciągnie swe dorosłe siostry.

I że bez niej byłyby niczym.

Jak tylko dwiema starszymi już kobietami.

To ona ta malutka wprawia wszystko w ruch.

Nadzieja rozpoczyna się więc w przestrzeni relacji: naszych ludzkich relacji, dostrzegania siebie nawzajem i tego, co mamy, czym możemy się dzielić, zaczynając od tego, co małe – z gr. mikron. Właśnie to, co małe, jest przepełnione Bożym upodobaniem, jak o tym często mówi Jezus: mała chwila, małe nasionko; uczeń, który jest mały… To, co małe, jest życiodajne, ponieważ może stać się miejscem działania Jezusa, obdarowywania w nadmiarze nas oraz tych, z którymi wędrujemy przez życie. To, co małe staje się początkiem cudów – ponieważ Jezus przyjmuje od nas właśnie to, co małe, co naprawdę nasze, i co w nas prawdziwe. Ważne, abyśmy w siebie nie wątpili, abyśmy nie gardzili tym, co małe.

Trzeba mieć nadzieję w Bogu, on miał nadzieję w nas.

Trzeba zawierzyć Bogu, on zawierzył nam.

Trzeba uwierzyć w Boga, on uwierzył w nas.

Osobliwa tajemnica, najbardziej tajemnicza,

Bóg wyszedł naprzeciw.

Wszystkie uczucia, wszystkie porywy miłości jakie mamy mieć dla Boga,

Bóg miał je wszystkie dla nas, on pierwszy miał je

dla nas.

CHODZIĆ W WOLNOŚCI

CHODZIĆ W WOLNOŚCI

Wiem skąd przyszedłem i gdzie odchodzę

erchomaj – przyjść, pojawić się,

podążać za kimś, ukazać się,

być uznanym

hypago – wycofać się, oddalić się, odejść

Image by Freepik

Jezus nadaje kierunek rzeczywistości, jest to zawsze ruch z grzechu do łaski, z ciemności do światła, z hipokryzji do prawdy. Jezus daje nam takie odpowiedzi i rozwiązania, które sprawiają, że jesteśmy zdolni do wędrówki i do poszukiwań. Taki jest Jego Ojciec, który Go posłał i ku któremu chce nas pociągnąć.

Jezus uczestniczy w sądzie nad kobietą. Została pochwycona i oskarżona. Jezus mówi do oskarżających faryzeuszy: Kto z was jest bez grzechu – to znaczy: jest tu tylko połowa pary, która jest winna grzechu. Gdzie reszta? Gdzie prawda o tej sytuacji? Te pytania wprowadzają światło, które ich samych pochwyciło, skonfrontowało, ale odeszli zaczynając od starszych (J 8, 9). Jezus pozostawiony został sam i kobieta na środku będąca (J 8, 9). I to jest właściwa para: miłosierny i nędzna, Święty Bóg i grzeszna kobieta. Są na środku, są w centrum działania, miłowania, przebaczania, odrodzenia. Bóg szuka i znajduje zawsze konkretną osobę w jej sytuacji – jedynej, niepowtarzalnej i widzi ją miłując, stwarzając na nowo, uzdalniając do życia w Jego łasce. Idź i od teraz już nie grzesz (J 8, 11). Jezus stał się dla kobiety światłem życia (J 8, 12), ona przyjęła je i odchodzi w nowej wolności.

Jezus może nam odsłonić prawdę o Ojcu, o Jego świętości, ponieważ przychodzi od Niego i zna Ojca inaczej niż Mojżesz, który miał tylko Prawo otrzymane na Synaju.

Prawo weszło, aby zaobfitował występek, gdzie zaś zaobfitował grzech, aż nazbyt zaobfitowała łaska.

Prawo panuje nad człowiekiem przez jaki czas żyje… wy uśmierceni zostaliście dla Prawa poprzez ciało Chrystusa i możecie być z innym, z Tym, który zmartwychwstał.

To właśnie stało się w naszym chrzcie.

ŻYCIODAJNE SCALENIE

ŻYCIODAJNE SCALENIE

Rozdarcie więc stało się przez Niego

schizma – rozdarcie

-w przenośni: podział,

rozbieżność poglądów

Image by Freepik

Jezus jako Święty Boga (J 6, 69) nie pasuje do stworzonego systemu religijnego, nie mieści się w nim, nie wypełnia rytuału Święta Namiotów. On czyni Święto, jest gościem na nim jako oczekiwany Mesjasz.

Jezus jest posłany przez Ojca, aby być z nami, wędrować z nami, ale Jego styl bycia i wędrowania, ze względu na Jego świętość, całkowitą inność, powoduje rozdarcie. Jest to rozdarcie wewnątrz osób, gdy wiara w Jezusa zmaga się z wątpieniem. Doświadczają, że znaki, cuda, nauczanie Jezusa są godne wiary, zmieniają życie ludzi, ale jednocześnie trudno je zrozumieć, nie spełniają wszystkich oczekiwań i nie pasują do systemu religijnego. To, co wnosi Jezus, jest świeże i nowe, ma w sobie pierwotne piękno, blask Boga. Ale szata religijności jest usztywniona, pełna przyzwyczajeń, brak jej elastyczności, więc próba włączenia tej nowości powoduje rozdarcie.

Jezus to wie, gorąco pragnie uleczyć ludzkie serce i scalić je. Zapowiada dar Ducha, który wytryśnie we wnętrzu i popłynie jak woda, ogarnie i scali je.

Ale najpierw Jezus przyjmie stary obrzęd Paschy – Przejścia z niewoli do wolności. Jego Pascha, cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie będzie ostatecznym rozdarciem naszej doczesności i pomieści wszystkie nasze rozdarcia, nasz grzech. Będzie nowym przymierzem rozdartego Serca, które nas ostatecznie scali i umożliwi jedność: 

Aby wszyscy jedno byli, jak Ty, Ojcze, we mnie i ja w Tobie, aby i oni w nas byli… dałem poznać im imię Twe i dam poznać, aby miłość, którą umiłowałeś mnie w nich była i ja w nich

Tylko jako ludzie scaleni możemy budować jedność między nami i w ten sposób rodzi się Kościół – wspólnota Ducha. To największy znak obecności Boga.

Św. Paweł prosił, aby troszczyć się o tę jedność:

Zachęcam zaś was, bracia, przez imię Pana naszego Jezusa Pomazańca, abyście to samo mówili wszyscy i aby nie było w was rozłamów, abyście byli wydoskonaleni w tej samej myśli i w tym samym mniemaniu.

(...) aby nie było rozłamu w ciele, ale tak samo o siebie wzajemnie troszczyły się części ciała.

ŁASKA – BLISKOŚĆ – ŚWIĘTA MIĘKKOŚĆ

ŁASKA – BLISKOŚĆ – ŚWIĘTA MIĘKKOŚĆ

Ty jesteś Święty Boga

hagios- święta lub najświętsza rzecz,

– o ludziach, którzy zostali przeznaczeni

na własność dla Boga

Image by Freepik

W Jezusie dotyka nas świętość Boga, Jego niepojęta bliskość, ale czyni to w przestrzeni naszej wolności – daje nam tę wolność, byśmy mogli Go przyjąć takim, jakim naprawdę jest. Jego świętość nie jest na naszą miarę, ona nas przerasta, jest nie do ogarnięcia ludzkim umysłem i sercem.  Wymaga wiary, aby pójść za Nim do końca i nie wycofać się, gdy przestajemy rozumieć Jego Słowo, Jego miłość. Jesteśmy cieleśni, a Jego Słowa są duchem i życiem (J 6,63).

Ważne, abyśmy wobec samych siebie byli bardzo uczciwi, nie zatrzymywali się na powierzchownym rozumieniu Słowa i miłości Jezusa, ale wierzyli i wewnętrznie poznawali, doświadczali w sobie Jego świętości (J 6, 69). Tego, że jesteśmy grzeszni – a gdzie zaobfitował grzech, aż nazbyt zaobfitowała łaska (Rz 8, 20). Tylko łaska daje nam udział w miłości, którą jesteśmy kochani, w świętości Tego, który nas kocha. Jeśli serce przyjmuje łaskę i poddaje się, staje się miękkie, oczyszczone, rozgrzane, inaczej pozostaje twarde i swoją twardość przypisuje Słowu: twarde jest słowo to (J 6, 59). Wtedy – nawet jako wybrani, pozostaniemy oszczercą (J 6, 70), rozbijemy się jak o skałę, o twardość naszego serca.

Poprzez Pana naszego Jezusa Pomazańca, zbliżyliśmy się dzięki wierze do łaski i chwalimy się z powodu nadziei chwały Boga… i chełpimy się w utrapieniach, wiedząc, że utrapienie wytrwałość sprawia, zaś wytrwałość wypróbowanie, zaś wypróbowanie nadzieję, zaś nadzieja nie zawstydza, bo miłość Boga jest wylana w sercach naszych poprzez Ducha Świętego danego nam.