ETAPYT FORMACJI

ETAPYT FORMACJI

formacja czyli sztuka życia

Terminem „nowicjat” określam znaczną przestrzeń czasu i doświadczeń: okres oswajania się z wybranym klasztorem (tzw. „bycie na furcie”), aspiranturę, postulat, dwuletni nowicjat (w ścisłym tego słowa znaczeniu) oraz okres ślubów czasowych (trzy lata). Pobyt „na furcie” ma na celu pierwsze, wzajemne poznanie się: zgłaszająca się kandydatka może – głównie poprzez spotykającą się z nią Mistrzynię Nowicjatu – nieco poznać styl i oczekiwania danej wspólnoty. Nade wszystko ma szansę na pierwszą konfrontację z własnymi motywacjami ewentualnego wstąpienia. Pamiętam, że w owym czasie posiadałam różno-różniste przekonania (o silnym poczuciu pewności) odnośnie tego „jak jest w Karmelu”; jeśli przekonania te ucieleśniłyby się, miałyby siedem głów ziejących ogniem, z piętnaście ogonów zaopatrzonych w ostre kolce, groźne oczy i wieeelkieee zęby…, np. „Siostry nie chodzą do dentysty” (w rzeczywistości: chodzą); „Siostry bardzo marzną, mało jedzą, zwłaszcza nie jedzą nic słodkiego” (jest im ciepło, są najedzone, dostają słodycze) – generalnie byłam przekonana, że: „W klasztorze jest zimno, ponuro, nic tylko asceza, łzy, pot i pokuta”, a sama oczywiście jestem (prawie) święta, bo heroicznie chcę to wszystko podjąć. 

aspirantura

Zwykle trwająca trzy miesiące, to kolejny etap wzajemnego poznawania się, tym razem „po tej samej stronie barykady”, tzn. kandydatka mieszka wraz z siostrami, zachowując rytm dnia i zwyczaje danej wspólnoty. To etap, w którym można przekonać się w praktyce, na ile jest się w stanie sprostać wielorakim wymogom życia zakonnego. Moje doświadczenie sprawiło, że tak bardzo chciałam „zostać w Karmelu”, że wytężyłam całe swoje siły by sprostać wszystkim i wszystkiemu. Dość szybko przekonałam się że – przy wytężeniu woli i represjonowaniu wielu uczuć – może mi się to udać przez trzy miesiące, ale w tym stylu na pewno nie dam rady przez całe życie. Karmel okazał się dla mnie miejscem, gdzie muszę odzyskać realny obraz siebie i swoich możliwości – zarówno w skali „co mogę” jak i w skali „czego nie przeskoczę”. Bardzo trudnym momentem aspirantury była dla mnie konieczność opuszczenia klasztoru na około miesiąc. Wyjście z klasztoru po aspiranturze jest obowiązkowe, w tym czasie obydwie strony, tj. wspólnota i kandydatka, potwierdzają (lub nie) gotowość dalszej współpracy. 

postulat

W przypadku obopólnej chęci – rozpoczyna się postulat. Postulat zwykle trwa około jednego roku i jest kolejnym etapem zapoznawczo-przygotowawczym. W „moim” postulacie jeszcze sporo rzeczy udawało mi się zrobić „na siłę i na ambicję”, żeby przypodobać się siostrom (a głównie sobie!). Jednak pewne potrzeby i biedy stawały się dla mnie coraz bardziej widoczne (bo dla sióstr formatorek raczej były widoczne wcześniej). To był dobry czas stawania w prawdzie o sobie, swojej historii życia, motywacji wstąpienia. Na około dwa miesiące przed końcem postulatu pisze się podanie do kapituły klasztoru z prośbą o przyjęcie do nowicjatu (albo rozeznaje się „nie-pisanie” prośby i wówczas następuje rozstanie ze wspólnotą). 

nowicjat

Zwykle dwuletni – rozpoczyna się obrzędem obłóczyn (otrzymania habitu) oraz nadaniem nowego imienia (wraz z tytulacją). W moim doświadczeniu habit i imię zmieniło coś istotnego – sprawiło jakby nową jakość w przestrzeni życia. Niby wszystko jest „po staremu”, a jednak nie jest… Nadal uczę się poznawać samą siebie, także w kontekście życia zakonnego. Akceptacji, że moje bycie we wspólnocie (i chęć kontynuacji) nie musi wynikać z wielkich i wyłącznie świętych motywacji – nie musi i nie wynika. Zamiast „umierać dla Jezusa” (tudzież innych osób i instytucji) uczę się raczej żyć dla Jezusa. To ŻYCIE okazuje się trudną sztuką, jako że w swojej wcześniejszej historii często biernie akceptowałam to, czego nie mogłam lub nie umiałam zmienić, a co w efekcie bardziej przypominało stan śmierci niż życia. To proces, który uczy mnie rozumieć słowa: Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (2 Kor 12,9). Wcześniej rozumiałam ten tekst mniej więcej tak: najchętniej będę czerpała swoją wartość z cech, które sama uznam za pożądane. Jednak nie będę się nimi jawnie chwalić, żeby nie uznano mnie za pyszną (choć z ukrycia będę chętnie epatować nimi otoczenie); raczej umniejszę je, a ostatecznie powiem „skromnie”, że to dar Jezusa. W ten sposób będzie mnie można uznać za osobę pokorną, prowadzącą głębokie życie duchowe. Dzisiaj natomiast, wspomniany tekst z Drugiego Listu do Koryntian podpowiada mi coś innego: w wielkim trudzie, przy pomocy towarzyszących mi osób, spróbuję zaakceptować cechy, których w sobie naprawdę nie lubię. Bo nie mogę zaprzeczyć (choć zaprzeczam w ramach autoagresji), że poprzez te „miejsca” we mnie poznaję czym jest miłość Jezusa, która porusza moje serce.

nowicjuszka

NASZA FORMACJA STAŁA

NASZA FORMACJA STAŁA

W życie każdej z nas jest wpisane głębokie poczucie odpowiedzialności za odpowiedź dawaną Bogu, stały osobisty trud wzbogacania swojej świadomości: Kim jestem, co mówię o samej sobie? Co znaczy być karmelitanką? Czego Jezus pragnie osobiście ode mnie jako karmelitanki? Chodzi o stałą troskę o odpowiedź, jaką ze swej strony daję Bogu powołującemu mnie, odpowiedź będącą świadomym wyrazem mnie jako osoby.

 

Godność osoby wymaga DARU GODNEGO OSOBY. Godnego osoby, więc szczerego, prawdziwego, będącego świadomym wyrazem osoby. Godnego osoby, zatem głęboko przemodlonego, przemyślanego i rozpieczętowanego, nie tylko na poziomie serca i uczuć, ale i umysłu. Godnego osoby, więc – wytrwale pogłębianego przez OSOBĘ od strony nauki-wiedzy i konsekwentnie realizowanego w praktyce życia przez stawanie po stronie rozeznanych wartości.

 

Natura osoby ludzkiej jest intelektualna, dlatego potrzebuje udoskonalenia poprzez mądrość, która z łagodnością pociąga umysł człowieka do prawdy i dobra (por. K. Wojtyła, Wstęp ogólny do dokumentów soborowych: U podstaw odnowy).

 

Godność karmelitanki wymaga, aby karmelitanka działała ze świadomego wyboru, poruszona od wewnątrz poprzez głębokie przekonanie o wartościach.

 

Każda z nas szuka tego udoskonalenia poprzez mądrość, która z łagodnością pociąga umysł do wartości. Wartości, jaką stanowi – milczenie, modlitwa, praca w samotności.

 

Współczesny zalew informacji, różnorodnych sposobów myślenia, teorii, prądów nauki, przesłania wewnętrzne spojrzenie człowieka, który zaczyna wszystko podważać i traci odwagę w obliczu wielkich pytań o Boga, o sens życia, śmierć, wieczność.

 

Relatywizm zdaje się być jedyną postawą godną współczesności a nawet ustanawiany jest rodzaj dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki (kard. Joseph Ratzinger, Homilia na rozpoczęcie konklawe, 18.04.2005 r.).

 

Dlatego staramy się budzić w naszej wspólnocie odwagę pytań metafizycznych, odwagę wielkich pytań. Mamy świadomość, że im więcej osób w naszej, wspólnocie straci odwagę wielkich pytań, tym głębszy relatywizm ogarnie wspólnotę. Wobec wyzwań naszej epoki uważamy za bardzo ważne uzupełnienie, czy też pogłębienie, formacji filozoficznej, szczególnie studium antropologii chrześcijańskiej. Podjęcie przesłania encykliki Jana Pawła II Fides et ratio wydaje się być niezbędne wobec niebezpieczeństwa zubożenia transcendentnego wymiaru osoby.

 

Wiara i powołanie są DAREM BOGA, ale wymagają naszej świadomej postawy, trudu poszukiwań, określania wartości, wybierania tego, co tym wartościom służy.

 

Chcemy nieustannie wzbogacać świadomość naszego miejsca i naszej odpowiedzialności w Kościele. W ten sposób odnawiamy naszą karmelitańską tożsamość wobec wyzwań nowych czasów. Jest to pasjonująca przygoda.