PRZYJĘCIE NOWEJ SIOSTRY

PRZYJĘCIE NOWEJ SIOSTRY

Jesteśmy dzisiaj świadkami wielkich dzieł Bożych, na własne oczy oglądamy PRZEJŚCIE BOGA. To On sam pochylił się z miłością nad naszą Siostrą, wybrał Ją i wezwał. On w swojej miłości poszedł jeszcze dalej: działał w Niej z taką mocą i siłą, że to co po ludzku niemożliwe stało się możliwe – rozpoznała Jego tajemnicze działanie, zrozumiała Jego wezwanie, znalazła w sobie odwagę i siłę, by odpowiedzieć pozytywnie, zaryzykować całe swoje życie dla Niego.

 

W obliczu tego wydarzenia jesteśmy wzruszone, bowiem w każdej z nas odżywa tajemnica powołania. W głębi swojego istnienia dotykamy tego najczulszego miejsca: Pan jest i woła cię. Odkrywamy, że w każdej z nas tajemnica powołania jest żywa, świeża, pulsująca. Zawołane przez Jezusa całą swoją istotą wyrywamy się do osobistej, niepowtarzalnej, relacji przyjaźni i miłości z Nim. Stajemy zadziwione tym PRZEJŚCIEM BOGA przez życie naszej Siostry i życie każdej z nas.

 

Kochana Siostro, przyjmujemy Ciebie z ogromną radością do naszego grona małych i ubogich, zadziwionych Bożym wybraniem, zadziwionych bogactwem łaski Boga. Ogarniamy Cię modlitwą, cieszymy się Tobą i razem z Tobą. Zapewniamy Ciebie, że łaska komunii miłości z Chrystusem, którą otrzymałaś będzie Cię pochłaniała i rozpalała przez całe życie.

 

Życzymy, abyś doświadczając jak bardzo jesteś mała i jak bardzo łaska powołania przerasta Twoje siły – znała tylko jedną odpowiedź i tylko jedną drogę wyjścia, którą jest wytrwałe zapraszanie Go w tę swoją słabość. On nigdy takiego wołania nie pozostawia bez odpowiedzi!

 

Wyruszasz dzisiaj za Chrystusem-Barankiem, pragniesz poświęcić się Jemu całkowicie, pozostawać z Nim w zażyłości, chodzić za Nim dokądkolwiek idzie. Duch Święty będzie odsłaniał, przed Tobą zachwycające piękno tej trudnej drogi. On będzie Ciebie formował, wzbudzał pragnienia, skłaniał do pozytywnej odpowiedzi i pomagał w realizacji. On będzie Ciebie oczyszczał aż ukształtuje Cię na wzór Chrystusa, odtworzy w Tobie szczególną obecność Zmartwychwstałego Pana. Duch Święty pociągnie Ciebie do konkretnej służby wspólnocie, obdarzy duchowym macierzyństwem, będziesz się radować odkrywając w sobie odblaski niewyczerpanego Źródła światłości.

 

Kochana Siostro, przez pokorę i życie w prawdzie nieustannie otwieraj Mu na oścież drzwi swojego człowieczeństwa.

ŚWIADECTWO O SŁOWIE BOŻYM

ŚWIADECTWO O SŁOWIE BOŻYM

Wprawdzie nasza religia nie jest religią księgi, ale jednak trudno przecenić wagę Bożego Słowa w życiu chrześcijanina. Stąd nie dziwi pragnienie zgłębiania go, uczenia się różnych sposobów czytania, pragnienie czytania Słowa w językach oryginalnych, które towarzyszyło wielu miłośnikom Boga i świętym na przestrzeni wieków. Także dziś wypełnia ono serca wszystkich wierzących. Ja chciałabym podzielić się moim doświadczeniem wędrowania w rytmie Słowa, ufając że być może okaże się ono dla kogoś pomocne na drodze wiary. Będzie to doświadczenie ubogie, „bose” – jak na karmelitankę bosą przystało.

 

 

Moja przygoda z Biblią zaczęła się w szkole średniej, ale miała swoje „preludium” kilka lat wcześniej. Jedna z koleżanek podzieliła się kiedyś ze mną, że przeczytała „wspaniałą”, jak ją określiła, książkę. Zainteresowana poprosiłam o pożyczenie. Niestety okazało się, że czytała horror. Byłam wtedy na tyle niemądra, że wzięłam go do domu i przeczytałam w całości. Zaowocowało to nie tylko strachem, ale również poczuciem ogromnego cierpienia i rozpaczy. Przerażona poprosiłam wówczas o pomoc anioła stróża i on – jak wierzę – zaingerował tak, że mogłam spokojnie zasnąć i zostać uwolniona od wszystkich, trudnych przeżyć. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, że wprawdzie każda książka pisana jest przez człowieka, ale są ludzie, którzy pozwalają większym od siebie siłom działać poprzez siebie i nie jest to bez wpływu na tych, którzy ich dzieła później czytają. Uświadomiłam sobie, że kiedy biorę do ręki jakiś tekst, daję do siebie przystęp bądź myśli ludzkiej, bądź złośliwości złego ducha, bądź… dobroci i miłości Ducha Bożego.

 

 

Do przeczytania Biblii zachęciła mnie moja katechetka. Kiedyś pożaliła się nam na lekcji, że my, katolicy bardzo rzadko otwieramy księgi Pisma Świętego, podczas, gdy inne odłamy chrześcijaństwa, czy nawet wyznawcy innych religii, mają zdecydowanie więcej miłości i uważności na Słowo Boga. Powiedziała nam, że bez wahania potrafimy czytać grube tomy dlatego, że zostały one uznane za dziedzictwo kultury, a do Biblii nie zaglądamy nieraz przez całe życie.

 

 

Postanowiłam wtedy, że ze mną tak nie będzie. Poprosiłam rodziców o własny egzemplarz Słowa i… odstawiłam je na półkę. Chciałam je przeczytać bez narzucania sobie systematyczności. Zrobiłam tylko jedno założenie – że przeczytam je od początku do końca niczego nie pomijając.

 

 

Po około roku Słowo zawołało. Przypomniało mi się, że je mam i że obiecałam sobie je przeczytać. I przypomniało mi się również, że biorę do ręki Księgę pisaną pod natchnieniem Ducha Świętego, a otwierając ją daję do siebie przystęp właśnie temu Duchowi. Zrodziła się więc w moim sercu modlitwa, pragnienie, aby to Duch Święty czytał mnie przez Biblię. Aby działał tak jak chce, z całą swobodą. I wyruszyłam w drogę Słowa.

 

Czytanie szło opornie. Były fragmenty, przy których zasypiałam, inne mnie denerwowały. Były takie, które śmieszyły i takie, które wydawały się dziwne i nielogiczne. Nie byłam też w stanie czytać zbyt długo na raz. W pewnym czasie czytałam Słowo po kilka razy dziennie. Ale zdarzył się i rok, w którym ani razu nie otworzyłam Biblii. Stąd pierwszy raz w całości przeczytałam ją po około siedmiu latach. Ciągle z tą samą modlitwą, aby to Bóg czytał mnie.

 

Kiedy doszłam do końca, moje serce zapragnęło powtórzyć to doświadczenie – Słowo wołało dalej.

 

Czytając zauważyłam, że doskonale pamiętam swoje reakcje na poszczególne fragmenty. Ale zauważyłam również, że reaguję już na nie inaczej. O wiele szybciej też dotarłam do końca. Dopiero jednak czytając za trzecim razem uświadomiłam sobie, jaką drogą byłam prowadzona. Były fragmenty, które nagle zrozumiałam. Mogłam naocznie niejako przekonać się, że pierwsze reakcje związane były z tym, jak bardzo moje serce i jego myśli odbiegały od Bożego spojrzenia na rzeczywistość. Stąd brało się znużenie, zasypianie, zdenerwowanie, ocenianie jakichś części jako niepotrzebnych czy wręcz nielogicznych. Zrozumiałam również, dlaczego trudno jest tak po prostu przeczytać Biblię. Czytanie jej to spotkanie, a nie lektura. To spotkanie z Kimś, kto jest jednak zupełnie inny niż my sami. Z Kimś, kto myśli inaczej, ma inne priorytety, mówi innym językiem, i naprawdę w całości przekracza nas w sposób niewyobrażalny. I choć jest On równocześnie maksymalnie uniżony i otwarty na bycie z nami, to jednak my potrzebujemy czasu i cierpliwości, aby nawiązanie choćby nici porozumienia było możliwe.

 

Chciałabym podzielić się moim świadectwem zwłaszcza z tymi, którzy może nie mają umiejętności szukania znaczeń słów, nie potrafią badać języków oryginalnych… Z tymi, którzy może czują się znużeni zaglądaniem do Bożego Słowa, bądź znudzeni, czy zniechęceni… Warto wytrwać! Jeśli z jakichś przyczyn ciągle na nowo podejmuje się wysiłek otwierania Biblii, może być to bardziej działanie Pana Boga niż nasze własne, bo to On pierwszy nas umiłował i to On przede wszystkim chce spotykać się z nami w Swoim Słowie. Wystarczy po prostu czytać i dać się Mu poprowadzić!

 

Tekst powstał dla franciszkańskiego kwartalnika „Wypłyń na głębię”

OBŁÓCZYNY

OBŁÓCZYNY

I oto rozpoczął się w naszym chórze zakonnym obrzęd obłóczyn wewnętrznych. Jego „wewnętrzność” polega na tym, że odbywa się w gronie samej Wspólnoty, nie towarzyszy mu ani ksiądz, ani goście. Przewodniczy mu Przeorysza.

Jest to intymne wydarzenie, w uprzywilejowany sposób dla Siostry otrzymującej habit, jednak w dużej mierze dla całej Wspólnoty. Chociaż wszystko odbywa się zgodnie z ustaloną ceremonią, poszczególne formuły, gesty i słowa nabierają indywidualnego, osobistego charakteru. Za każdym razem jest to żywy dialog, realnie coś ustanawiający i zmieniający w rzeczywistości. To nie jest teatr pary aktorów i kilku widzów.

W trakcie ceremonii nasza Przełożona pytała Siostrę: Najdroższa córko, o co nas prosisz? Każde ze słów jest tu znaczące. Przełożona zwraca się do kogoś, kto jest ważny dla Wspólnoty. Nie jest to kolejna „sztuka na liście obecności” lecz konkretna osoba, wnosząca swoje obdarowania (i obciążenia). Jest dla Wspólnoty cenna taka jaka jest. Szczególnie w relacji wobec formatorek pozostaje w pewien sposób córką, kimś młodszym, zaproszonym do procesu wychowania i wzrostu. Nie da się tego uniknąć w najbardziej siostrzanej i demokratycznej Wspólnocie. Nie jest to przejaw pomniejszania (czy poniżania), lecz ważny (i normalny) etap zakonnego dojrzewania. Za kilka lat, „córka” stanie się „siostrą” w pełnoprawnym i partnerskim znaczeniu tego słowa.

Bohaterka obłóczyn prosi nas, całą Wspólnotę. Chociaż zajmują się nią głównie Mistrzyni Nowicjatu oraz Przełożona, to każda z wieczystych profesek musi osobiście ustosunkować się do tej prośby (realnie dzieje się to dwa miesiące wcześniej, podczas Kapituły), w konsekwencji – każda ponosi odpowiedzialność za udzieloną zgodę i wyraża gotowość uczestniczenia w radościach i trudach wzrastania nowej osoby w zakonnym środowisku.

Prośba oblekanej Siostry dotyczy dopuszczenia do karmelitańskiego sposobu życia i jego uczenia. Ów sposób życia ma wymiar – nazwijmy go – uniwersalny, wspólny dla całego Karmelu jak i wymiar specyficzny dla konkretnej, karmelitańskiej wspólnoty. W całym Karmelu uczymy się naśladować Chrystusa, żyć według rad ewangelicznych (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), dążymy do zjednoczenia z Bogiem… Jednak w każdej ze wspólnot dokonuje się to w nieco inny, niepowtarzalny sposób, decydujący o klimacie danego domu, stający się jego znakiem rozpoznawczym. Obydwu wymiarów potrzeba się nauczyć. Siostra, która składa prośbę, w pewnym stopniu wie już, czego może się spodziewać, wie o co prosi. Przeszła już kilka etapów formacji (pobyt na furcie, aspiranturę, postulat), co w sumie zajęło jej ponad dwa lata. Ciągle jednak sporo będzie do odkrycia… Siostra prosi także wszystkie siostry o wspieranie jej na tej drodze, o uczenie praw siostrzanej miłości.

W czasie ceremonii, Siostra otrzymuje pełny habit naszego Zakonu (tunikę, pas, różaniec, welon, tokę, szkaplerz, welon komunijny, płaszcz). Dary te symbolizują konkretną rzeczywistość, która przywoływana jest w czasie poszczególnych modlitw, np. szkaplerz przyjmuje się jako rękojmie opieki i miłości Maryi i jako znak tajemnicy, która ma się [w siostrze] dokonać.

Na koniec ceremonii, Przełożona ogłasza imię, które odtąd Siostra będzie nosić. Doświadczamy, że imię to naprawdę ma znaczenie, staje się proroctwem dla danej osoby. Jest ontycznie z nią związane, tak iż nadanie go nie wiąże się z „wymyślaniem” lecz z odkryciem tego, co jest. Żeby jednak nie ulecieć zbyt wysoko na fali mistycznych dywagacji, z nowym imieniem wiążą się wspólnotowe rozrywki. Nie mają one miejsca w czasie samej ceremonii (o klimacie poważnym i wzruszającym), lecz toczą się przez kilka wcześniejszych tygodni. Wspólnota zgaduje jak mogłaby nazywać się kolejna siostra i „na wesoło” zgłasza swoje propozycje, np. s. Brunchilda od Zdrowej Żywności. Im dziwaczniejsze, tym lepsze. Fakty są takie, że poza oblekaną Siostrą, Przełożoną oraz Mistrzynią Nowicjatu nikt nie zna prawdziwego imienia do czasu ogłoszeniago w czasie wewnętrznych obłóczyn.

Po obłóczynowej ceremonii miałyśmy wspólną kolację, był to czas świętowania, przeżywania wspólnej radości, dzielenia się przeżyciami, słuchania „nowej” Siostry.

Następnego dnia przed południem miały miejsce tzw. obłóczyny zewnętrzne, dokonujące się w obecności osób z zewnątrz. Ogniskują się wokół mszy św. obłóczynowej. W naszym przypadku przewodniczył jej o. Piotr, karmelita bosy, Delegat Ojca Prowincjała. Obecni byli zaproszeni goście – najbliższa rodzina „nowej” Siostry. W czasie mszy przeprowadziłyśmy tradycyjny obrzęd sypania płatków kwiatów na „nową” Siostrę. Siostra położyła się krzyżem pośrodku chóru, była przykryta welonem i płaszczem. Wspólnota śpiewała O Stworzycielu Duchu przyjdź, a Przełożona sypała płatki. Był to kolejny ważny moment – symbol złożenia w grobie (kwiaty symbolizują grudy ziemi, a płaszcz zakonny staje się całunem); to symboliczne oddanie faktu, że Siostra odchodzi ze świata, pragnąc żyć z Bogiem. I zarazem jest to symbol zmartwychwstania – Siostra podnosi się z ziemi, wstaje, idzie do Wspólnoty, ściska każdą ze swoich sióstr, płatki kwiatów stają się znakiem zakwitającego życia.

Staramy się, aby świętowanie obłóczyn (tak w wymiarze wewnątrz Wspólnoty jak i wśród gości) miało charakter radosny lecz dość skromny. Z istoty swojej jest to cicha uroczystość, stanowiąca preludium do wydarzeń bardziej znamiennych: składania ślubów czasowych, aż wreszcie – złożenia profesji wieczystej. (A po profesji wieczystej okazuje się, że to ona była dopiero wstępem do realnego życia zakonnego. Tak więc z czasem zaciera się różnica pomiędzy początkującymi a zaawansowanymi).