BOŻE NARODZENIE
Drodzy nasi Przyjaciele!
Kiedy piszemy te słowa, ponownie witając się z Wami, za oknem rozciąga się niesamowity widok. Biały szron, który otulił wszystko odsłonił nagle piękno w pustym, jesiennym krajobrazie. Każda, najcieńsza nawet gałązka, każdy drucik czy patyczek zyskał nową, białą szatę. Trudno nie widzieć w tym obrazu łaski, która ubogaca nasze biedne, ogołocone dusze czyniąc je kunsztownym arcydziełem…. A to jeszcze nie śnieg. To dopiero jego zapowiedź! Na pograniczu Adwentu, kiedy wychylamy się myślą nie tylko w stronę nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, lecz – zwłaszcza w jego początku – i powtórnego przyjścia Pana, dobrze uświadomić sobie, że „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”! Ten wspaniały widok, który za oknem, ma jednak swoją „ciemną stronę” – jest nią zimno… Być może taki właśnie, trudno-piękny moment zaistniał w Betlejem, gdy rodził się Chrystus. Czasem odnotowujemy ze zdziwieniem ile paradoksów jest w naszej wierze. Ale tak naprawdę jest ich pełno wszędzie. I kiedy czekamy na kolejne przyjście Chrystusa, który przecież ciągle jest z nami, wspominając jednocześnie Jego narodziny sprzed ponad dwóch tysięcy lat rozumiemy może lepiej, że ciągle wydarza się ta sama historia. Że Bóg rodzi się, przychodzi, jednocześnie w pięknie i w trudzie zapraszając nasze wąskie serca, aby się poszerzyły, otworzyły i nabrały ufności. Bo Bóg to Emanuel. Widzi nas, zna i wie, kiedy nadejdzie pełnia czasów, aby przyjść po raz ostatni!
Piękno-trudne paradoksy nie tylko w obszarze pogody, towarzyszyły nam cały rok. Jak pamiętacie, staramy się o uzyskanie zatwierdzenia naszej autonomii. W styczniu siostry ze wspólnoty macierzystej wysłały nasze dokumenty do Dykasterii. Przeszły już one wszystkie wymagane progi i… utknęły. Nadal czekamy na ostatni podpis. I tak to, co było naszą radością – zakończony proces tworzenia nowej placówki – zostało rozciągnięte w czasie, wystawiając naszą ufność na próbę. Natomiast skład wspólnoty powiększył się o dwie siostry. Proces rozeznawania w obu przypadkach zakończył się prośbą o dołączenie ich do wspólnoty. Prosimy Was o modlitwę, aby także tak długo oczekiwany proces uzyskiwania autonomii mógł w końcu się dopełnić!
Z tematów materialnych w grudniu ubiegłego roku rozpoczęłyśmy remont środka domu. Być może wiecie, że nasz klasztor powstaje etapami. Pierwszy obejmował budynki z celami, jednak pierwotnie miał być domem dla gości. Niestety z powodu komplikacji finansowych trzeba było zmodyfikować projekt i zastosować metodę dobudowywania kolejnych części do już istniejących. I tak po pierwszym etapie powstała kaplica z zakonnymi chórem i przedchórzem. Całkiem niedawno natomiast część z refektarzem, kuchnią i pomieszczeniami gospodarczymi. Wszystkie trzy etapy „spotkały” się w środku, który w związku z tym nie wyglądał zbyt ciekawie. A biorąc pod uwagę, że wcześniej znajdowały się tam kotłownia z piecem na drewno i składem opału oraz garaż – trzeba było pomyśleć o jakimś wykończeniu tego kawałka domu. Postanowiłyśmy rozpocząć remont, ale chciałyśmy przeprowadzać go podobnie, jak budowę całości. Praca miała iść stopniowo i w miarę możliwości. I właśnie dobiega końca. Powstała część komunikacyjna z porządnym przejściem do chóru zakonnego i refektarza. Urządziłyśmy również celę z łazienką dla chorej lub starszej siostry (część infirmeryjna – czyli przeznaczona dla chorych lub starszych sióstr właśnie – zaplanowana jest w czwartym etapie, który jednak poczeka na swoją budowę aż zapełni się siostrami to, co jest zbudowane do teraz). Natomiast w byłej kotłowni umieściłyśmy magazyn. Pozostał jeszcze montaż drzwi i dokończenie wyposażania łazienki. Czasem coś w życiu wydaje się nam ogromnym wyzwaniem, tak dużym, że nie wiadomo, jak się za niego zabrać. Dla nas czymś takim był właśnie ten remont. Wydawał się czymś nieosiągalnym. Obrałyśmy więc metodę małych kroków i – choć kosztowała rok prac – okazała się niezwykle skuteczna. Oczywiście byłaby ona niemożliwa do przeprowadzenia, gdyby nie nasi pracownicy – dwóch wspaniałych fachowców, panów Krzysztofów, którzy dzielnie rozwiązywali różne pojawiające się problemy i pokonywali przeszkody.
Dzięki zaoszczędzonym w remoncie środkom, które z kolei zawdzięczamy Wam, mogłyśmy uzupełnić prace na zewnątrz domu. Dokończyłyśmy opaskę, poprawiłyśmy drogę do placu przeciwpożarowego, zbudowałyśmy wiatę na samochód, w której udało się również schować kontener stojący do tej pory przy domu – niezwykle pożyteczny, ale i niezwykle szpecący krajobraz – i zbudowałyśmy drogę dojazdową do tej wiaty. To druga wielka sprawa, o której myślałyśmy, że będzie możliwa do przeprowadzenia jedynie w jakiejś dalekiej przyszłości. Tymczasem sprawna praca panów z ekipy p. Aleksandra oraz panów Łukasza i Daniela, którzy specjalizują się w wykonywaniu wiat, uczyniła niemożliwe dokonanym!
Kolejną kwestią jest zagospodarowanie terenu i uczynienie go pięknym ogrodem. Przy dziewięciu hektarach to prawdziwe wyzwanie i tu metoda małych kroków jest jedyną możliwością. O skarpie i grządkach przy kaplicy pisałyśmy w zeszłym roku. Cały sezon przy pracach związanych z utrzymaniem zasadzonych do tej pory roślin oraz dbaniem o trawniki zaangażowana była p. Małgosia. Dzięki jej pomocy nasze rośliny stają się coraz piękniejsze, a wykończone fragmenty ogrodu przy domu i kaplicy rozwijają się i rozkwitają. W tym roku udało się też uporządkować wewnętrzny dziedziniec, na którym niegdyś stał metalowy garaż. Teraz miejsce to ma szansę zamienić się w prawdziwy klasztorny ogród. Projekt roślinny właśnie powstaje dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej z nami p. Miłki. A my na razie radujemy się – jak mówi jedna z sióstr – „ogrodami watykańskimi in spe”. Obok nowych nasadzeń czeka nas jeszcze budowa szklarni. Teren jest już wyznaczony, kolejnym krokiem będą prace hydrauliczne i zakup oraz instalacja szklarni. Mamy nadzieję, że uda się to wykonać na wiosnę, tak aby już w następnym sezonie można było z niej skorzystać.
Kolejną kwestią jest zagospodarowanie terenu i uczynienie go pięknym ogrode
A skoro o różnych nadziejach mowa, czeka nas również rozeznanie dwóch ważnych i dużych inwestycji. Według wskazań naszej św. Matki Teresy od Jezusa, w ogrodzie klasztornym powinno znajdować się miejsce, które będzie służyło siostrom na czas większej samotności, jakim są rekolekcje i dni skupienia. Terenu nam nie brakuje, potrzeba pustelni we wspólnocie jest spora. Drugą, poważniejszą sprawą jest porządny dom dla gości. Jak pisałyśmy wyżej to od niego rozpoczęła się budowa suchohuckiego kompleksu klasztornego. Niestety plany musiały zostać zmienione. Do tej pory przyjmowałyśmy gości w kontenerach, w których siostry mieszkały na samym początku tworzenia fundacji. Jednak i one się zużywają, poza tym – choć wszystko, co potrzebne można w nich znaleźć – to jednak nie wszyscy są w stanie zaryzykować i przyjechać do nas w odwiedziny, wiedząc, że nocleg będzie w kontenerach. Także decyzja o odprawieniu w nich swoich rekolekcji nie jest prosta dla niektórych. Dodatkowo problemem jest fakt, że nie ma wydzielonej części dla rekolektantów. A to oznacza, że nie możemy przyjmować jednocześnie naszych rodzin oraz osób pragnących wyciszenia i modlitwy. Oczywiście w tym momencie nie posiadamy potrzebnych funduszy choćby na rozpoczęcie któregoś z tych planów. Ale jest to wspaniały czas na rozpoczęcie pracy koncepcyjnej i modlitewnej, aby – jeśli pojawią się fundusze – można było po prostu zabrać się do pracy. Więc modlimy się, czekamy, myślimy… I was o tę modlitwę prosimy, aby udało się dobrze rozeznać kolejność i sposób realizacji tych planów.
m. Przy dziewięciu hektarach to prawdziwe wyzwanie i tu metoda małych kroków jest jedyną możliwością. O skarpie i grządkach przy kaplicy pisałyśmy w zeszłym roku. Cały sezon przy pracach związanych z utrzymaniem zasadzonych do tej pory roślin oraz dbaniem o trawniki zaangażowana była p. Małgosia. Dzięki jej pomocy nasze rośliny stają się coraz piękniejsze, a wykończone fragmenty ogrodu przy domu i kaplicy rozwijają się i rozkwitają. W tym roku udało się też uporządkować wewnętrzny dziedziniec, na którym niegdyś stał metalowy garaż. Teraz miejsce to ma szansę zamienić się w prawdziwy klasztorny ogród. Projekt roślinny właśnie powstaje dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej z nami p. Miłki. A my na razie radujemy się – jak mówi jedna z sióstr – „ogrodami watykańskimi in spe”. Obok nowych nasadzeń czeka nas jeszcze budowa szklarni. Teren jest już wyznaczony, kolejnym krokiem będą prace hydrauliczne i zakup oraz instalacja szklarni. Mamy nadzieję, że uda się to wykonać na wiosnę, tak aby już w następnym sezonie można było z niej skorzystać.
We wspólnocie trwa natomiast szkolenie różnych umiejętności sióstr. Obok ikonopisarek, które rozwijają swoje zdolności i talenty w różnych szkołach i kursach, nie zaniedbujemy i wcześniej podejmowanych działalności: wylewamy świece, pleciemy różańce, pieczemy ciasteczka, robimy herbatki ziołowe… W tym roku postanowiłyśmy się też otworzyć na eksperyment z powiększeniem naszej zagrody „zwierzęcej” – przybyło nam do opieki około… 16 tys. Bożych, pożytecznych stworzeń… Chodzi mianowicie o pszczoły. Dwie z sióstr przyuczają się do zajmowania się ulami. Na razie to eksperyment, bo musimy dobrze rozeznać, czy prowadzenie pasieki jest na naszą miarę, czy nie będzie utrudniać nam głównego zajęcia, do którego jesteśmy powołane, czyli modlitwy. Dotychczasowe doświadczenie pokazało bowiem, że żywe stworzenia, choćby były to malutkie owady, mają swoje wymagania, których zaspokajanie nie zawsze da się pogodzić z obowiązkiem nadrzędnym, z celem, dla którego Pan nas tu zgromadził. Czy pszczółki pozostaną – o tym zadecydujemy w okolicach wiosny, a zatem pewnie dopiero za rok będziemy mogły napisać coś więcej na ten temat.
Mały Jezus leżący w żłóbku przychodzi z całą masą paradoksów. Ale końcem Jego misji jest zwycięstwo. I nie można o tym zapominać, choćby żadne plany już się nie pojawiały, choćby te, które miały się zrealizować nie udały się z niewiadomych powodów, albo utknęły gdzieś przytrzymane niewidocznymi przeciwnościami… Końcem naszym jest spotkanie z Tym, który przychodzi, z Tym, który jest! Amen. Przyjdź Panie Jezu!
WASZE SIOSTRY:)






