Przychodzi godzina i nadeszła, że się rozproszycie każdy do swego
(J 16,31)
skorpidzo – rozpraszać, rozsypać
eis ta idia – do swego własnego, siebie samego
Nieobecność Jezusa będzie odczuwana jako ciemność, która ogarnie wspólnotę uczniów. Nie widać wzajemnych powiązań, przynależności, a cokolwiek się wydarza, jest jak ukłucie czy ukąszenie skorpiona – śmiercionośne. Powoduje w nich przerażenie, ucieczkę lub wzajemne oskarżenia i walkę, po której dystans wzrasta i więzi rozpadają się. Jak mówi prorok: groza, sidło i dół (Iz 24,17).
Jezus to zapowiedział – bez obecności pasterza stado pozostaje bezbronne: wilk porywa je i rozprasza (J 10, 12). Tym wilkiem stajemy się dla siebie nawzajem, gdy brakuje Jego obecności. Tylko Jezus może nas gromadzić w jedno, ponieważ kocha każdego, miłość łączy go z każdym. Tak zbiera w sobie rozproszonych i zwaśnionych, burzy wszelki mur wrogości, jaki konstruujemy, aby się nawzajem ukrywać, chronić i strzec tego co własne.
Wspólnota istnieje tylko w Nim. Kiedy opiera się na Nim, na Jego łasce, to niezależnie od napięć, trudności, sił odśrodkowych, nic jej nie rozerwie, nic nie ukłuje śmiertelnie. Wszystkie zmagania będą tkały jedność, bliskość, choć może tkanina będzie pełna supłów i niewyraźnych wzorów. To, co będzie chciało rozerwać jedność, umocni ją, gdy zostanie przetkane miłością i przebaczeniem. Na tej ziemi widzimy jakby w zwierciadle, niejasno (Kor 13, 12) spodnią, roboczą stronę gobelinu, a jego piękno i sens odsłonią się po drugiej stronie życia, w wieczności.
Nie brakuje wam żadnego daru łaski... On umocni was do końca ...Wierny jest Bóg, który powołał was do wspólnoty Syna Jego Jezusa Chrystusa, Pana naszego
(1Kor 1, 7-9)
Teraz w Chrystusie Jezusie wy którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość...przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca
(Ef 2, 13-18)