OBUDZIĆ PRZYJACIELA

Łazarz przyjaciel nasz zasnął, ale podążam aby wyrwać go ze snu

eksypnidzo  – obudzić ze snu

Image by Freepik

Jezus często był obecny w domu swoich przyjaciół z Betanii. Dlaczego zabrakło Go w takim momencie, gdy jeden z nich był chory? Łazarz odszedł i jego siostry wyznają: gdybyś tu był, nie umarłby. A w tle pobrzmiewa: Czy to było Ci potrzebne, aby umarł?

Właśnie tak. Życie przyjaciół jest ze sobą ściśle złączone, potrzebują siebie nawzajem, ale nie na sposób nieuchronny, nieodparty, lecz w wolności.

Jezus taką właśnie wolność okazuje gdy nie wyrusza od razu na wezwanie sióstr, ale zatrzymuje się w miejscu. Pozwala, aby czas płynął, a Łazarz umarł. Taki przestój z perspektywy ludzkiej jest niezrozumiały, ale Bóg patrzy z wieczności, kocha z wieczności i działa z wieczności. Mógłby od razu odpowiedzieć na wołanie człowieka: przyjdź! Przyjdź do mojego życia, moich bied i boleści… Ale jeżeli tego nie robi, to może dlatego, że dla Niego to niewystarczające?

On chce go zabrać w siebie, we własne wnętrze, zanurzyć w życiu, własnym oddechu, aby się nasycił czymś, co go przerasta. Aby poznał Przyjaciela, to znaczy go doświadczył, przeszedł drogę znaną tylko jemu, poddał się mocy i sile, w której niknie nawet śmierć. Bóg chce obudzić swojego przyjaciela do życia prawdziwego, do relacji wcześniej mu nieznanej.

Jezus przed grobem Łazarza płacze, wzrusza się do głębi, bierze w swoje ludzkie serce ten wstrząs, jaki śmierć wnosi w życie i zwraca się do Ojca. Tutaj, w przestrzeni Jego modlitwy, Jego rozmowy z Ojcem, śmierć umiera. Kończy się każdy bezwład, bezkształtność, zawinięte i zabezpieczone po ludzku, by nie straszyć wyglądem, zapachem… A człowiek wyrusza ku Bogu na nowo i odsłania oblicze w Jego Obliczu, oddycha głęboko, jakby budził się ze snu…

Jezus jako Przyjaciel chce dać nam właśnie to: przebywanie w Nim i w Ojcu, gdy ze sobą rozmawiają, gdy życie, którego udzielają sobie nawzajem, płynie obficie. Możemy już na ziemi być obudzeni do życia prawdziwego. Czasem, paradoksalnie, rozpoczyna się to „jakąś śmiercią”, jakąś klęską, doświadczeniem, którego byśmy nie chcieli, którego nie rozumiemy. Nasze pytania „dlaczego?” zasłaniają nam horyzont…

A może właśnie jest to potrzebne, aby nas obudzić? Może to ten czas?

Znając tę porę, czas już byście ze snu dali się zbudzić, teraz bowiem bliżej nasze zbawienie, niż gdy uwierzyliśmy…

Jeśli bowiem żyjemy, dla Pana żyjemy, jeśli umieramy, dla Pana umieramy…Jeśli więc żyjemy, jeśli także umieramy, Pana jesteśmy